Rozdział Pierwszy - ODKRYCIE NA PUSTYNI Drukuj

 

Kultywowane przez was teorie ewolucji wzniesione są na paradygmacie wszechświata mechanistycznego, wedle którego wszechświat składa się z molekularnych maszyn funkcjonujących w obiektywnej rzeczywistości dającej się poznać odpowiednimi instrumentami. Przekazujemy wam prawdę o wszechświecie, kiedy mówimy, że nie jest możliwe poznanie rzeczywistości stosując jakiekolwiek instrumenty pozostające w okowach rozumowania przez was terminów: jedność i całość. Postrzeganie przez was całości rozwija się, ponieważ kultura wszechświata wielowymiarowego zakorzeniona jest w jedności. Gdy tylko wasz Nawigator Całości objawi się w zbliżającym się przesunięciu, rozmontujecie i zrestrukturyzujecie swoje własne postrzeganie tego, kim jesteście, a poprzez proces ten, ludzkość wyłoni się jak rzeka światła, wykraczając poza ramy tego, co do tej pory jawiło się jako  nieprzenikliwa mgła.

Fragment eseju filozoficznego Komory 12 – Nawigator Całości

WingMakers

 

Bywały chwile, kiedy Jamissona Nerudę ogarniało zdumienie wobec zadania, z jakim przyszło mu się spotkać. Na jego biurku, w świetle lampki, niewątpliwie leżała sporej klasy łamigłówka. Znaleziono to w zeszłym tygodniu, na środku pustyni niedaleko Kanionu Chaco na północny Nowego Meksyku, a teraz, po upływie trzech wyczerpujących dni badań, był jedynie pewien, że artefakt jest niezwykły.       

Neruda sporządził pełen opis artefaktu, na tyle ile można było to zrobić. Główną jego cechą charakterystyczną, według studentów, którzy to znaleźli, było wytwarzanie obrazów halucynogennych w czasie kontaktu poprzez dotyk. Jednakże bez względu na to jak bardzo się starał, nie udało mu się wywołać niczego podobnego do halucynacji. Może być też taka możliwość, zastanawiał się, że owych dwoje studentów znajdowało się pod wpływem środków odurzających. To wyjaśniałoby pojawienie się halucynacji. Niemniej jednak, nikt nie mógłby zaprzeczyć, że artefakt owiewała jakaś specyficzna, nieziemska atmosfera.       

Była już druga nad ranem, toteż ciemne oczy Nerudy wyraźnie domagały się snu. Po porównaniu oznakowań hieroglificznych znajdujących się na przedmiocie z Kanionu Chaco, z podobnymi znakami w starożytnym języku sumeryjskim i mu podobnych, nic nie pasowało. Po trzech dniach analiz porównawczych, mógł wyciągnąć tylko jeden wniosek: oznakowania te nie pochodziły z tej Ziemi.   

Takie też słowa znalazły się na pierwszej stronie jego sprawozdania.

Neruda potarł oczy, po czym ponownie spojrzał w mikroskop, badając metaliczną powierzchnię srebrno teksturowanej obudowy oraz miedzianej barwy oznakowania. Artefakt zawierał tysiące grzbiecików, jakby maleńkich rdzeni kręgowych łączących co 8 do 10 centymetrów – niczym zwój nerwowy – każdy z 23 odmiennych glifów na obiekcie.     

Mimo że miał on rozmiar pudełka na buty, artefakt ważył więcej niż arbuz, a jego gęstość podobna była do ołowiu. Niemniej jednak, w przeciwieństwie do ołowiu, jego powierzchnia pozostawała całkowicie nieprzenikliwa dla sondowań Nerudy lub jego kolegów.   

Może to jakość wyżłobionych glifów tak go zafascynowała. A może subtelne wariacje pomiędzy liniami. Nigdy wcześniej nie widział tak wyszukanego alfabetu kryptograficznego. W pewien sposób usprawiedliwiało to ironię niedostępności artefaktu.    

„Myślę, że coś znaleźliśmy.”

Emily Dawson wsadziła głowę do biura Nerudy, obejmując filiżankę kawy jakby ogrzewając zmarznięte dłonie. Jej długie, brązowe włosy, normalnie spięte w schludny kok, opadały na ramiona, wyglądając na bardziej zmęczone niż jej poważne, pełne wyrazu oczy.   

„Czy w tym miejscu ktokolwiek kiedyś sypia? Zapytał z chłopięcym uśmiechem Neruda.  

„Rzecz jasna, jeśli nie jesteś zainteresowany tym, co znaleźliśmy...” Jej głos ucichł do szeptu.  

Neruda uśmiechnął się porozumiewawczo. Uwielbiał ten subtelny spokój Emily; był on nie do odparcia. Kochał sposób, w jaki starała się być dyskretna.

„W porządku, co dokładnie znaleźliście?”

„Musiałbyś pójść ze mną. Andrews wciąż jeszcze sprawdza swoje obliczenia, ale mój instynkt mówi mi, że z pewnością potwierdzi nasze początkowe odkrycia.” 

„To znaczy?”

„Andrews kazał mi nic nie mówić, zanim nie przyjdziesz do laboratorium –”

„Andrews zapomina, że jestem jego przełożonym. Zapomina on także, że jest druga nad ranem i że jestem niezwykle drażliwy, gdy doskwiera mi głód i zmęczenie.” 

„Zajmie to tylko kilka minut. No chodź.” Spokojnie wzięła łyk kawy. „Dostaniesz swoją filiżankę świeżej kawy i cynamonowy obwarzanek.” Pozwoliła swojej nieodpartej ofercie zawisnąć w ciszy biura. 

Nerudzie nie pozostało nic innego jak odsunąć się od zawalonego analizami biurka i uśmiechnąć się.

„Aha i weź ze sobą artefakt,” dodała. „Andrews go potrzebuje.” 

Włosy Nerudy, lekko w nieładzie z powodu przemęczenia, osunęły się mu na prawe oko gdy schylił się i ostrożnie wziął przedmiot pod ramię jak piłkę. Zdziwiło go trochę, gdy obiekt sam natychmiastowo znalazł punkt równowagi.     

Neruda był Boliwijczykiem i posiadał jedną z najbardziej wyróżniających się twarzy, jakie mógł mieć człowiek. Wszystko w nim było intensywne. Miał proste, czarne włosy. Jego oczy przypominały tajemnicze studnie w świetle księżyca, rozpraszające wszelkie wątpliwości. Natomiast nos i usta, uformowane były jakby przez dłuto samego Michała Anioła.          

Gdy mijał ją w drzwiach, Emily odsunęła włosy na bok. „Przyniosę ci kawę do laboratorium.”

„Poproszę serek śmietankowy na moim obwarzanku,” powiedział Neruda idąc w kierunku laboratorium spotkać się z Andrewsem, jednym z jego najbardziej wymagających, ale i świetnych asystentów.  

Korytarze ACIO były ciche i antyseptycznie czyste o tej późnej godzinie. Białe stiukowe ściany oraz kremowe marmurowe podłogi połyskiwały pod halogenowymi światłami. Zapach różnych środków czyszczących wysterylizował powietrze. W głębokiej ciszy korytarza, Neruda usłyszał jak burczy mu w brzuchu. Było w nim chyba też sterylnie pusto. Zapomniał o obiedzie. Znowu.       

„W końcu!” westchnął Andrews, gdy już wszedł Neruda. Miał on zniechęcający zwyczaj nie zrównywania wzroku ze swoim rozmówcą. Neruda w pewien sposób nawet to lubił; dawało mu to poczucie swobody w różnych niespodziewanych sytuacjach. „Ta łamigłówka jest nieprawdopodobna.”  

„A co masz dokładniej na myśli?” zapytał Neruda.

Andrews wpatrzony był w schematy przed nim. „Mam na myśli to, że analizy powierzchni wykazały jak precyzyjnie zaprojektowano tę rzecz. To, co wygląda na chaos, w rzeczywistości jest precyzyjnie wykonanym wzorem. Widzisz te subtelne wariacje? Nie są przypadkowe. Przeoczyliśmy to; nie wykonaliśmy naszych rzutów w odpowiednio wystarczającym stopniu detalizacji, aby dojrzeć ten wzór.”     

„A o jaki wzór dokładnie chodzi?” Głos Nerudy zdradzał pewien stopień niecierpliwości. 

Andrews rozłożył wielki schemat na środku stołu. Wyglądał jak mapa topograficzna pasma górskiego.

Neruda momentalnie wyodrębnił wzór. „Czy to jest cała powierzchnia obiektu?”

„Tak.”

„Jesteś tego pewien?”

„Sprawdzałem to podwójnie i wszystko do siebie pasuje.”  

Neruda postawił artefakt na stole, obok schematu Andrewsa, z głuchym odgłosem.

„Nie ma żadnej możliwości, że jest to anomalia?” 

„Żadnej”

„Jaki tu jest stopień detalizacji?” 

„.0025 mikrona.”

„Widać ten wzór w jakiejś innej detalizacji?”

„Nie jestem pewien. Dlatego właśnie poprosiłem cię o przyniesienie małego potworka tutaj. Wykonam więcej testów i zobaczymy, co jeszcze można tam dojrzeć.”

„Domyślasz się, co to może oznaczać?”

„Taaak, że na pewno nie pochodzi stąd,” Andrews śmiejąc się usiłował umieścić artefakt na metalowej platformie do testów.  

Owe urządzenie pomiarowe nosiło nazwę Topograf Mapowania Powierzchni (SMT) i służyło do tworzenia ekstremalnie szczegółowej mapy topograficznej powierzchni badanego obiektu. Podobne do używanych przy analizie linii papilarnych, aczkolwiek wersja ACIO działała w trybie trójwymiarowym i z mikroskopijnym powiększeniem.     

Neruda nachylił się bliżej w stronę wielkiego schematu, podczas gdy Andrews ustawiał artefakt w dokładnej pozycji.

„Zdecydowanie nie stworzyli tego ani Zeta ani Corteum.”

„Zdecydowanie nie jest to też dzieło człowieka, ani z przeszłości ani z obecnych czasów,” dodał Andrews. 

„Ale ten wzór... on nie może być przypadkowy. To jest... to jest jakby mapa topograficzna. Może nawet przedstawia miejsce odkrycia.” 

„No dobra, powiedzmy, że jest to dzieło ET, ale nie tych zaprzyjaźnionych, którym wysyłamy kartki na święta,” uśmiechnął się porozumiewawczo Andrews, „ i owi ET odwiedzili nas w naszej odległej przeszłości. Jako że byli maniakami kartografii, zdecydowali się zrobić mapę miejsca gdzie się zatrzymali na Ziemi. Po jakimś czasie znudzili się Nowym Meksykiem – zresztą się temu nie dziwię – tak więc nie potrzebowali już dłużej mapy i ją zostawili.”            

„Artefakt znaleziono nad ziemią,” przypomniał Neruda. „Ktoś lub coś go tam umieściło i to całkiem niedawno, gdyż inaczej nasz mały potworek byłby zakopany.”    

„A może sam się odkopał,” powiedział niemalże szeptem Andrews.  

Neruda oparł się o krzesło odczuwając pierwsze oznaki przemęczenia. Po chwili opadł na nie ciężko, przejechał dłonią po włosach, po czym wyciągnął się z długim westchnieniem. Ocierając szyję lekko się podśmiewał. „Wiesz, a może mają po prostu niezłe poczucie humoru.”   

„Albo lubią torturować swoje ofiary mylącymi zadaniami,” dorzucił Andrews. „Pamiętasz nasz eksperyment z Zeta?” 

„Teraz jest całkiem inaczej. Struktura języka tej rasy jest tak wymiarowa iż wymaga zdolności telepatycznych. Dlaczego zbudowaliby tak złożony język?”    

„Może to nie jest ani język ani mapa, ale jakiś rodzaj artystycznej ekspresji.” 

„Raczej nie. Bardziej prawdopodobne jest, że stworzyli wielowymiarowy język integrujący ich matematykę i alfabet jako sposób na komunikację o głębszym znaczeniu. Nie jest to żadna zmyłka. Potrafię takowe wyczuć w kościach. „ 

„Może i tak, ale jesteśmy zbyt tępi, aby to rozszyfrować.” 

„Mieliśmy na to dopiero trzy dni.”

„Niby tak, ale wiemy prawie tak mało jak pierwszego dnia.”

Nagle otwarły się drzwi laboratorium, którymi weszła Emily niosąc tacę z kawą i obwarzankami. „Coś jeszcze sobie panowie życzą zanim udam się na spoczynek?”

„Po milion kroć dzięki ci za wszystko,” odparł Neruda.

„Proszę bardzo. Więc co sądzisz o naszym małym obrazku?”

„Wszystko się jeszcze bardziej skomplikowało.”

„Czyli wszystko gra,” zażartowała Emily.

„Albo alfabet tu zastosowany ma w sobie wbudowaną kodowaną strukturę matematyczną, albo przedmiot ten stanowi swego rodzaju wysoce szczegółową mapę topograficzną.” 

Emily postawiła ostrożnie tacę obok artefaktu, uważając, aby go nie trącić. „Wolę hipotezę z mapą. Nigdy nie byłam dobra z matmy.” Na jej twarzy pojawił się niewinny uśmiech. Na moment Neruda ujrzał w niej młodą dziewczynę z warkoczami, w szelkach i sportowym staniczku.   

Emily była stosunkowo nowa w ACIO. Przykuła uwagę Nerudy po tym jak przeczytał jej książkę o kulturze sumeryjskiej, którą napisała jako profesor nadzwyczajny na uniwersytecie w Cambridge.   

Zmuszona opuścić to stanowisko, z powodu rozgłoszonej pogłoski o jej chorobie na raka, podczas rekonwalescencji popadła w głęboką depresję, co spowodowało spustoszenie w jej ciele i duchu. Dwa lata później rekrutowało ją ACIO na prośbę Nerudy, który wziął ją pod swoje skrzydła jako jej mentor.       

„Czyż cię to nie cieszy?” zapytała pół żartem Emily. 

„Hej szefie,” odezwał się Andrews, „ pracować do późnej nocy, pić kawę i jeść pączki na każdy posiłek, nigdy nie musieć nosić okularów przeciwsłonecznych... czego chcieć więcej?”   

Andrews był typowym inżynierem złota rączka. Wygląd na końcu, bystrość umysłu po pierwsze. Nie żeby źle wyglądał. Wolał jednak skupiać się na analizie złożonych problemów i ich rozwiązywaniu, zamiast borykać się z czasochłonnymi zadaniami jak czyszczenie zębów czy układanie włosów.

Neruda napił się kawy i zaczął w skupieniu przyglądać się schematowi. Coś go dręczyło w tym wzorze. Był zbyt perfekcyjny. Jeśli ktoś chciał zakodować język w języku, zrobiłby to w mniej oczywisty sposób. Inaczej, jaki byłby cel kodującego?  

„Myślę, że powinniśmy określić detalizację w granicach od .001 aż do .0005 mikrona. Zapytaj też Hendersona, czy mógłby nam dostarczyć zestaw dwudziestu map topograficznych miejsca odkrycia artefaktu, rosnących co pięć kilometrów aż do promienia stu kilometrów. Mogę na ciebie liczyć Andrews?”     

„Dobra, nie widzę problemu, ale powiedz mi przynajmniej, co się spodziewasz znaleźć.”  

„Nie wiem,” odparł, przyglądając się z zainteresowaniem schematowi. „Nie jestem pewien, ale może jest to bardziej rzut mapy, aniżeli język.”  

„Ale chyba może to poczekać do rana?”

„Co i mam zmarnować dobrą filiżankę kawy?” Przy czym Neruda uśmiechnął się szeroko i odesłał wszystkich na spokojny odpoczynek. Zresztą sam też zamierzał już na dzisiaj skończyć urzędowanie.  

Po drodze, Neruda zauważył smugę światła wychodzącą spod drzwi biura Piętnastki. Dyrektor Wykonawczy ACIO znany był zarówno jako nocna sowa jak i pracoholik, ale trzecia nad ranem to późno, nawet jak na niego.   

Neruda delikatnie zapukał i otworzył drzwi. Piętnastka zatopiony w myślach, siedział przy swoim terminalu komputerowym. Skinął ręką w stronę Nerudy, jednocześnie dając wymowny gest, aby zaczekał chwilę na rozmowę. Po kilku wciśnięciach klawiszy Piętnastka odwrócił się w stronę Nerudy.

Od wczesnych lat sześćdziesiątych, Piętnastka był niezmiennym i szanowanym liderem ACIO, czyli już ponad 30 lat. Naukowcy mający przywilej pracować w strukturach ACIO uważali go za obdarzonego najbardziej światłym umysłem na planecie czy nawet poza nią.  

Piętnastka otrzymał swój pseudonim z racji posiadanego przez niego poziomu upoważnień bezpieczeństwa. W ACIO istniało 15 odrębnych poziomów udostępniania informacji, a on znajdował się na szczycie tegoż łańcucha.   

ACIO rozwinęło najpotężniejszy system informacyjny i zarządzania wiedzą na planecie. Z powodu jej unikalnego dostępu do najbardziej zaawansowanych technologii na Ziemi, jej bazy danych zostały znacznie dokładniej zabezpieczone niż złoto w Fort Knox. Piętnastka był jedyną osobą na świecie, która posiadała 15 Poziom upoważnień bezpieczeństwa, co dawało mu nieskrępowany dostęp do wszystkich sektorów danych zgromadzonych przez ACIO.     

Neruda usiadł na skórzanym fotelu na przeciwko Piętnastki, czekając na jakiś znak do rozpoczęcia rozmowy. Piętnastka napił się łyk herbaty, przymknął oczy jakby oczyszczał umysł, po czym skierował swe ciemne oczy na twarz Nerudy. „Chcesz wybrać się do Nowego Meksyku, nieprawdaż?”  

„Tak, ale chcę ci powiedzieć dlaczego –”

„Czy nie sądzisz, że już wiem?”

„Być może, ale chcę to powiedzieć własnymi słowami.”

Piętnastka zmienił pozycję usadowienia na wygodnym fotelu, jakby dręczył go jakiś problem z plecami. Hiszpan z pochodzenia, Piętnastka często przypominał Nerudzie Pabla Picasso, z długimi srebrzystymi włosami. Miał on tak samo solidną budowę ciała jak Picasso, lecz prawdopodobnie był od niego trochę wyższy.  

„A zatem słucham.”

„Artefakt ten jest znacznie bardziej wyszukany niż jakikolwiek Zeta czy Corteum. Nie poddaje się on sondowaniu. Jest całkowicie pozbawiony otworów i szczelin. Natomiast dzisiejszego wieczoru potwierdziliśmy iż posiada wielowarstwowy alfabet, który migruje z dwuwymiarowego kodu szyfrowego do trójwymiarowego fraktalnego wzoru wyglądającego jak mapa topograficzna.   

„Łącząc te czynniki z relacją dzieciaków, które go znalazły, że jakoby artefakt projektuje jakąś formę halucynacji podczas trzymania, sądzę, że jest to wystarczający dowód na stwierdzenie iż rzecz ta nie jest artefaktem odizolowanym.”     

Piętnastka ciężko westchnął. „Wiesz przecież doskonale, że już wysłałem ekipę na miejsce gdzie go znaleziono. To nasi najlepsi ludzie od poszukiwań i nie znaleźli żadnych dodatkowych odłamków–”

„Ale właśnie w tym tkwi sęk! On nie pochodzi z miejsca katastrofy. Artefakt jest w doskonałym stanie. Posiada jedynie kilka mikroskopijnych rysek –”  

„Wyjaśnij więc, w jaki sposób ta wysoce wyszukana obca technologia została znaleziona ponad ziemią. Obaj czytaliśmy raport Collina stwierdzający, że obiekt o takiej masie i rozmiarze przynajmniej częściowo znalazłby się pod ziemią w tamtejszym środowisku, w ciągu sześciu do ośmiu miesięcy.”      

„Istnieje możliwość, że pozostawiono go tam całkiem niedawno.”

„Sugerujesz, że nieznana rasa pozostawiła go jako swoją wizytówkę?”

„Być może.”

„Jakieś spekulacje? W jakim celu?” Zapytał Piętnastka.

„A co jeśli zostawili coś ważnego na tym obszarze i chcieli być pewni, że za jakiś czas trafią dokładnie w to samo miejsce.”   

„Sygnał naprowadzający?”

„Tak.”

„Masz świadomość iż na obszarze tym nie wystąpiły żadne odbiegające od normy aktywności radarowe w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy?” 

„Nie.”

Piętnastka obrócił się w fotelu, wpisał coś na klawiaturze i zaczął czytać: „STREFA NM1257 MIAŁA TRZY PRZYPADKI PRZELOTÓW ZETA – W CIĄGU BADANEGO OKRESU. MIAŁO TO MIEJSCE: 7 MAJ, GODZINA 0311; 10 MAJ, GODZINA 0445; ORAZ 21 MAJ, GODZINA 0332. PRĘDKOŚĆ PRZEBYCIA TORÓW LOTU OSZACOWANO NA 1,800 KPH – ŻADNYCH ZNACZĄCYCH ODCHYLEŃ SZYBKOŚCI.”        

Nieprzejednany wyraz twarzy Piętnastki lekko złagodniał, gdy spojrzał w stronę Nerudy. „Sam widzisz? Przedmiotu tego nie pozostawiono, musiał odkopać się samoistnie.” 

Na szyi Nerudy pojawiła się gęsia skórka, gdy zdał sobie sprawę, że słyszy te słowa drugi raz w ciągu ostatniej godziny. „Może pozostawili go podróżnicy w czasie,” zasugerował Neruda.  

Piętnastka wstrzymał się z odpowiedzią. Wziął szybki łyk herbaty i zmienił pozycję na fotelu, tym razem z grymasem na twarzy. „Wspomniałeś trójwymiarowy wzór fraktalny, który wygląda jak mapa?”

„Tak,” odparł Neruda, a jego głos nabierał intensywności. „I to z precyzją detalizacji co najmniej .0025 mikrona. Może nawet z większą. Dowiemy się o tym jutro.” 

Nieco nerwowym głosem, Piętnastka zapytał, „Co więc proponujesz?”  

„Chciałbym zebrać mały zespół jutrzejszego popołudnia oraz zabrać artefakt z nami. Może stanowić jakiegoś rodzaju kompas czy mapę, która poprawnie działa jedynie w okolicy jej znalezienia. Dobrze by było to sprawdzić, zanim odłożymy tę rzecz do magazynu.”     

„I naprawdę sądzisz, że technologia ta przewyższa Corteum?”

„Nie mam żadnych wątpliwości.”

„Masz moją zgodę, ale jeśli zabierasz artefakt, to niech jedzie z wami Evans. Rozumiemy się?” 

„Tak, ale to jest moja misja i zakładam, że będę przewodził wszystkim operacjom.” Mówiąc to miał nadzieję, że słowa te zabrzmiały bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.  

„Te schematy z obiektu,” zastanawiał się głośno Piętnastka, „czy wskazują jakieś strategiczne pozycje?” 

„Gdy umieścić dwadzieścia trzy glify na odpowiedniku SMT, z niewielką wyobraźnią jeden z nich wyznacza przynajmniej dwie lub trzy pozycje strategiczne. Czekam właśnie na mapy topograficzne całego obszaru odkrycia w promieniu stu kilometrów. Będziemy mogli stwierdzić wszelkie korelacje gdy nałożymy na siebie analizy.” 

Piętnastka wstał i spojrzał na zegarek na ręce. „Zanim jutro wyruszysz, chciałbym zrobić odprawę misji dla dyrektorów. Odbędzie się ona o czternastej zero zero w moim biurze. Zakładam iż przyjdziesz przygotowany by przedstawić wyniki SMT, korelacje mapy topograficznej – przyjmując, że takowe istnieją – oraz ewentualne nowe wnioski związane z glifami.”     

Neruda powstał, po czym kiwnął twierdząco głową. Dziękując Piętnastce za poświęcony mu czas opuścił sprawnie jego biuro ze specyficznym odczuciem, jakie zawsze temu towarzyszy. Dlaczego Evans miałby z nim lecieć? Zapewne Piętnastka musi mieć w tym jakiś cel.      

James Evans, Dyrektor Bezpieczeństwa ACIO, były dowódca Marynarki Wojennej, do czasu kiedy to sześć lat temu jego metody szkoleniowe stały się zbyt ekstremalne, nawet jak na program Marynarki. Został usunięty ze stanowiska poprzez konspiratorsko ustalone zbiegi okoliczności, które spowodowały jego Honorowe Odejście.       

Po jakimś czasie w tajemnicy rekrutowało go NSA. Pracował dla nich przez trzy lata, do czasu aż przykuł uwagę Piętnastki w czasie wspólnego projektu NSA i ACIO o nazwie SynAdama. Dla naukowców ACIO, Evans i jego dział bezpieczeństwa byli wprawdzie złem koniecznym, ale nie mniej jednak złem. Stosowane przez nich techniki wdrożeniowe wobec rdzenia naukowego powodowały poczucie paranoi, o której Piętnastka zdawał się zapominać.          

Evans jako osoba był dość sympatyczny. Jego stanowisko było jednym z najbardziej prestiżowych: Dyrektor Bezpieczeństwa i Dostępu w ACIO. Wiązało się z tym posiadanie 14-ego Poziomu upoważnień, tak jak przysługiwało to także sześciorgu pozostałym Dyrektorom. Owe siedem osób, stanowiło grupę najbliżej związaną z Piętnastką, z którą konsultował się odnośnie każdej większej inicjatywy.        

Dla Nerudy, Evans był dobrze wyszkolonym bandytą. Jego intelekt był wyższy niż przeciętnej osoby tylko dzięki technologii podwyższenia efektywności umysłu, jaką ACIO otrzymało od Corteum. Bez wsparcia Technologią Minyaur, jak ją nazywano, Neruda często myślał, że Evans mógłby być typowym przykładem reprezentanta stanu Wyoming, czy też lobbystą NRA.     

Odkąd pojawił się 12 lat temu, po czym szybko awansował na szczeblach ACIO, Evans wprowadził w życie wiele nowych technologii bezpieczeństwa, jak chociażby podskórny nadajnik, który wszczepiano wszystkim pracownikom ACIO z tyłu szyi. Za kadencji Evansa, nie było żadnych wycieków informacji czy dezercji, ale Neruda odczuł ogromny wstręt do istniejącego systemu wewnętrznych zabezpieczeń, dlatego Evans był dla niego łatwym celem do wzgardzania.         

Neruda wszedł do windy, zwracając szczególną uwagę na raporty o stanie obecnym i prognozach, wyświetlanych na monitorze nad drzwiami. Była godzina 0317, 7° C, brak wiatru, 12% jasność księżyca, widoczność – 120 km, ciśnienie barometryczne 29.98, wilgotność 16.4%.        

Drzwi windy otwarły się zanim zdążył przeczytać prognozy, zresztą i tak wiedział, że jutrzejszy dzień spędzi raczej pod ziemią. Poza tym w rejonie południowej Kalifornii pogoda nie była zbytio zmienna.      

„Naziemna” część budynku ACIO mieściła się 45 metrów lub 12 pięter ponad faktycznymi biurami i laboratoriami ACIO. Budynek naziemny miał także odmienny od reszty wygląd: długa, jednopiętrowa, stiukowa budowla z pojedynczą sterczącą anteną oraz wieloma satelitami na dachu. Natomiast na bramie wjazdowej widniał napis: EKSPERYMENTALNE CENTRUM POGODOWE RZĄDU STANÓW ZJEDNOCZONYCH. WSTĘP OGRANICZONY.       

Dla kogoś, kto tędy przechodził, ACIO było rządowym centrum pogodowym odpowiedzialnym za rozwijanie wyrafinowanych narzędzi pogodowych, w celu pomocy wojsku Stanów Zjednoczonych i środowiskom wywiadowczym w lepszym przewidywaniu, a nawet kontroli, warunków pogodowych na Ziemi. Faktycznie było to częścią działalności ACIO. Jednak przeznaczano na to zaledwie niewielką część budżetu oraz uwagi pośród wszystkich prowadzonych projektów.        

Spośród 226 naukowców, tylko jedenastu przydzielono do opracowywania technologii związanych z pogodą. Większość zajmowała się rozwijaniem złożonych technologii poświęconych manipulowaniu rynkiem finansowym oraz technologiami utajniania i szyfracji, co umożliwiało ACIO funkcjonowanie bez  ewentualnego wykrycia.    

ACIO miało długą historię współpracy z potęgami konspiratorskimi działającymi za kurtyną. Najbardziej liczące się środowiska wywiadowcze oraz prywatne przedsiębiorstwa szanowały kadrę naukową ACIO i ich innowacje. W społeczności wywiadowczej rozeszła się pogłoska o istnieniu organizacji pracującej nad technologiami pozaziemskimi, jednak tylko mała garstka największej elity faktycznie wiedziała o istnieniu ACIO.      

Neruda dotarł na powierzchnię z niemiłym uczuciem w żołądku z powodu nadmiaru kofeiny. Pomyślał o ciepłej szklance mleka i bananie przed położeniem się spać. Niemalże tylko sen wiązał go z domem. Nigdy się nie ożenił, a nawet teraz mając 46 lat perspektywa ta wydawała się odległą. Jego całe dorosłe życie zaabsorbowane było w sprawy ACIO. Odkąd mając szesnaście lat rozpoczął pracę jako praktykant u boku ojca, ACIO było jego schronieniem i azylem, miejscem pracy i spotkań towarzyskich.  

Opuszczając kompleks laboratoriów z zaskoczeniem zawsze napotykał już rozgwieżdżone niebo. Łagodne nocne powietrze faktycznie było przejrzyste, a widoczność w promieniu 120 kilometrów wydawała się być uzasadnioną. Jechał sześć kilometrów do swojego domu na nowym osiedlu wybudowanym głównie dla personelu ACIO. 

Zanim zdążył napić się mleka padł zmęczony na poduszkę. Nie obrany banan spał spokojnie na stoliku obok. Mimo zmęczenia, jego oko umysłu wciąż było skupione na dziwnych oznaczeniach znajdujących się na powierzchni artefaktu. W ciągu trzydziestu lat studiowania przeróżnych starożytnych tekstów, nigdy nie widział tak zawile wygrawerowanych glifów.    

W pewnej chwili zauważył łagodne, rozproszone światło przenikające mu pod powieki. Jego oczy momentalnie otwarły się, jakby puściły naciągnięte sprężyny. W pokoju było cicho i ciemno. Po chwili ponownie zamknął oczy, stwierdzając, że musiała być to wczesna faza jakiegoś rodzaju świadomego snu. Obracając się na bok, przykrył się szczelnie po szyję i ciężko westchnął.      

Po chwili światło wróciło. Tym razem utrzymywał oczy zamknięte, obserwując ze zdumieniem, że światło zaczyna formować się w te same glify, które widział na artefakcie. Przemknęły ponad jego głową jak miraż lśniąco złotego światła, odpowiednio uformowanego w wijącym ruchu. Przyjrzał się im możliwie intensywnie i ku jego zaskoczeniu zaczęły się poruszać, lecz nie same glify, ale coś w ich wnętrzu. Coś w nich krążyło, tak jak krew płynie wewnątrz tętnicy.       

Cokolwiek to było, zaczęło przyśpieszać. Prędkość tego zwiększała się z każdą chwilą, aż nagle Neruda usłyszał furkoczący dźwięk podobny do brzęczenia elektryczności, ale nieporównywalnie łagodniejszy. Zaczęło się od nisko brzęczącego dźwięku, po czym tonacja wzrastała aż do prawie niesłyszalnego stanu; kiedy Neruda myślał, że dźwięk już całkiem zanikł, on nagle zaczął drgać. Najpierw dało się słyszeć specyficzną pulsację, niczym bicie potężnego serca z oddali, ale po chwili coś się zmieniło i zaczął słyszeć formujące się słowa. Nic nie da się zrozumieć, pomyślał, ale wyraźnie miało to formę języka. Jego całe ciało i umysł skupiły się na dźwięku, próbując rozpaczliwie wychwycić słowa.          

Wówczas stało się coś nieoczekiwanego. Angielski. Nagle słowa ułożyły się w zrozumiałą dla niego formę. „Jesteś wśród przyjaciół. Nie lękaj się. Rozluźnij się i po prostu wysłuchaj naszych słów.” Słowa te wypowiedziano z perfekcyjną dykcją, wyartykułowane niczym przez Shakespearowskiego aktora. „To, co tobie przekażemy, głęboko utkwi w twoim umyśle i będzie przedmiotem późniejszych wspomnień. Po przebudzeniu nie będziesz pamiętał naszego spotkania. Żałujemy, ale tym razem jest to konieczne.”      

Neruda poczuł jak jego umysł wyraża sprzeciw, jednak nim się obejrzał samoistnie prysły wszelkie obawy. 

„To, nad czym pracujesz, to aktywowanie naszej technologii,” odezwał się głos. „Nie rozumiesz jednak jeszcze kontekstu, w którym nasza technologia została umieszczona na twojej planecie. Wgląd ten nadejdzie, ale zajmie to trochę czasu. Pozostań pewien iż czuwamy, czekamy i w każdej chwili ubezpieczamy poczynania twoje i te związane z naszą misją.”    

Neruda wprawdzie odczuwał swoje ciało, ale nie potrafił poruszyć kończynami czy nawet podnieść powiek. Jego osoba całkowicie wsłuchana była w owy głos. Z trudnością przełknął ślinę, po czym spróbował mówić – nie był pewien czy używa do tego umysłu czy strun głosowych. „Kim jesteście?”

„Jesteśmy tym, kim wy staniecie się w przyszłości. Wy jesteście tym, czym my byliśmy. Natomiast razem, jesteśmy tym, czym jest dusza ludzka. Nasze imię przetłumaczone na twój język brzmi: WingMakers. Wszyscy zawieramy się w świetle Pierwszego Źródła. Wy żyjecie w świetle o nieco mniejszej intensywności, odpowiednio zredukowanym do odbioru przez waszą formę. My wnosimy Język Jedności do tego mniej intensywnego światła, tak abyście mogli ujrzeć to, jak zjednoczycie się w nową kosmologiczną strukturę o architekturze i wielkości, których nie jesteście w stanie nawet sobie wyobrazić.”    

W umyśle Nerudy pojawił się przebłysk głosu jego ojca: „...za fundament nowej duchowości obrany zostanie substrat kosmologiczny o takiej głębi iż umysł nie będzie w stanie go objąć.”   

Uśmiechnął się w duchu na wspomnianą wypowiedź ojca. „Dlaczego? Dlaczego nie możemy sobie tego wyobrazić?”   

„Nie jesteście w stanie zrozumieć Języka Jedności, gdyż nie rozumiecie całości. Nie rozumiecie wielkiego wszechświata, w którym żyjecie i oddychacie.

„Wasze rośliny mają systemy korzenne, które penetrują Ziemię i piją z jej istoty. W ten sposób, wszystkie rośliny są połączone. Wyobraź sobie teraz, że każda z roślin ma sekretny korzeń, który jest niewidoczny, a mimo to jest on podłączony do prawdziwego centrum planety. Patrząc z tej perspektywy, wszystkie rośliny są tak naprawdę zjednoczone i świadome tego, że ich prawdziwa tożsamość jest rdzeniem tego systemu współpołączenia korzeniowego, a sekretny korzeń pełni funkcję łącza życia, poprzez które indywidualna forma wyrażania dostaje się na powierzchnię Ziemi oraz dzięki któremu zachodzi manifestacja zjednoczonej świadomości roślin. Analogicznie ludzkość posiada swój sekretny korzeń, który spiralnym ruchem prowadzi do niezaznaczonego na mapach królestwa Centralnego Wszechświata Pierwszego Źródła. Jest on jak pępowina, która łączy istotę ludzką z karmiącą esencją jej stwórcy. Sekretny korzeń jest przewoźnikiem Języka Jedności. I właśnie tego języka przybywamy nauczać. 

„Wszelkie życie zespolone jest z czymś, co określamy terminem Nawigator Całości. Jest on waszą mądrością centralną. Skłania on jednostkę do postrzegania istnienia fragmentarycznego jako korytarza prowadzącego do całości i jedności. Istnieje on od zawsze i doskonale wie o istnieniu waszego sekretnego korzenia, mimo że może się on wydawać nieuchwytnym dla waszych ludzkich zmysłów. Nawigator Całości to niestrudzony silnik, który nakierowuje fragmentaryczne doświadczenie życiowe ku wyrażaniu życia w sposób zjednoczony. Jest on jak niezniszczalny most, przez który bez cienia wątpliwości przejdzie wszelkie życie.         

„Wiek Oświecenia to wiek, w którym ludzie świadomie żyją we wszechświecie wielowymiarowym oraz żywią szacunek wobec jego całości, struktury i perfekcji, a następnie poprzez umysł i ciało wyrażają ów szacunek w świecie czasu i przestrzeni. Powyższy obraz jest wizją zarodkową Nawigatora Całości. Znamieniem jego celu. Jesteśmy tutaj, aby wspierać istoty takie jak ty, najpierw w konceptualizacji a następnie w doświadczaniu wszechświata wielowymiarowego takim, jakim jest on naprawdę – nie jedynie poprzez język twego świata, ale poprzez Język Jedności; tak jak to widzisz w tych glifach. Gdy doświadczenie tego rodzaju pojawi się w twoim życiu, przejdziesz wówczas transformację. Wtedy to Nawigator Całości będzie w stanie uruchomić nowe postrzeganie  Jaźni pozostającej w ścisłym zestrojeniu z obrazem Pierwszego Źródła. To właśnie ten nowy obraz, wyłaniający się za pośrednictwem twojego Nawigatora Całości, spowoduje zmianę kursu tutejszego systemu planetarnego. Jesteśmy tutaj, aby przyśpieszyć formowanie się tego obrazu w umyśle ludzkości.”   

Neruda nie przestawał słuchać, nawet gdy dźwięk głosu ponownie przeszedł w pulsację glifów. Nachylił się lekko do przodu, próbując określić proces od strony konstrukcji mentalnej, jaki w tej chwili zachodził – sen i nic więcej. Jednak gdzieś głęboko w jego wnętrzu, pod wszystkimi warstwami pojmowania naukowego, tliło się nieśmiałe wspomnienie. Uczucie niesłychanej intensywności przeżywanej rzeczywistości, niczym uchwyt jaguara. Wrażenie, że wszystko w jego wszechświecie skupione było na tym wydarzeniu. Wszystkie oczy na to patrzyły.         

Poczuł nieodpartą chęć zadania pytania. „Dlaczego dbacie o to, aby tego rodzaju doświadczenie było osiągnięte przez ludzi – mnie, lub kogokolwiek innego? Co jest powodem tego iż ten nowy obraz, jak go nazwaliście, jest przyśpieszany ludzkości?” 

„Kiedy ludzkość zrozumie, że sekretny korzeń naprawdę istnieje i że jest on przewoźnikiem Języka Jedności, stanie się ona wtedy odpowiedzialnym gospodarzem nie tylko Ziemi, ale układu słonecznego, galaktyki i wszechświata, które zamieszkuje. Ludzkość może podjąć się zadania bycia gospodarzem duszy ludzkiej i przekształcić się w to, kim my teraz jesteśmy. Wszyscy, bez względu na to, w jakim punkcie na listwie-czasowej ewolucji się znajdujemy, zakodowani jesteśmy do ciągłego wspinania się po schodach wszechświata. Pełnią one rolę ścieżki dla naszej wędrówki. Niektórzy zaczynają i kończą wcześniej od pozostałych, ale i tak każdy przebędzie tą podróż.”  

„A więc, co teraz?” zdołał zapytać Neruda.  

„Podążaj za tym, co znaleźliście. Doprowadzi to was do nas.”

Głos ponownie zanikł do pulsującego dźwięku glifów. Powróciło ciche brzęczenie, a umysł Nerudy rozluźnił się zapadając w głęboki, przynoszący zapomnienie sen.
 
 
 

© 2017 WingMakers (PL)
Materiały WingMakers powielone za zgodą WingMakers LLC