Rozdział Drugi - REKONESANS Drukuj

 

Nie ma żadnej suplikacji, która mnie wywołuje. Żadnej modlitwy, która wzywa mnie do waszego świata, chyba że jest ona dodatkiem przy odczuwaniu jedności i całości. Nie ma żadnych świątyń ani świętych przedmiotów, które łączą się ze mną w jakiś wyjątkowy sposób. Nie mają, ani nigdy nie miały one działania przybliżającego was do mojej wyciągniętej dłoni. Moja obecność w waszym świecie jest niezmienna, jako że jestem sanktuarium zarówno kosmosu jak i duszy każdego z was.

Fragment eseju filozoficznego Komory 23 – Pierwsze Źródło

WingMakers

 

Neruda był zawsze trochę nerwowy, kiedy miał przygotować prezentację dla Dyrektorów, zwłaszcza jeśli przyszedł spóźniony. Skończenie wszystkich analiz w laboratorium zajęło więcej czasu niż się spodziewał. Przeklęte kserowanie materiałów, pomyślał. Niemniej jednak był zadowolony z wyników analiz i nie mógł się doczekać, aby zaprezentować poczynione odkrycia. Andrews miał rację mówiąc, że to cholerstwo jest nieprawdopodobne.       

Żołądek Nerudy wykazywał zarówno symptomy głodu jak i mdłości. Jamisson chwycił jedynie kubek wody z korytarzowego zbiornika, po czym ruszył w stronę biura Piętnastki. Wchodząc do środka przypomniał sobie, że jest członkiem Grupy Labiryntu, tak jak i reszta osób w pomieszczeniu. Nikt nie przewyższał pozostałych inteligencją; z drugiej strony, w kwestiach językowych to on był światowym autorytetem – mimo, że nikt z poza ACIO nie miał tego świadomości.       

Grupa Labiryntu była sekretnie istniejącym wydziałem ACIO. Kiedy w roku 1967 Piętnastka objął kierownictwo nad ACIO, stwierdził że NSA zakłócało produktywny plan działań ACIO. On natomiast chciał wykorzystywać technologie nabyte dzięki TTP z Zeta i Corteum do rozwijania Technologii Czystej Tablicy (BST), czyli wysoce skomplikowanej technologii do zmieniania wydarzeń w czasie wolnej od ryzyka wykrycia. Piętnastka chciał rozwinąć ostateczną broń defensywną, lub Klucz Wolności jak to nazywał, aby zapobiec zapowiadanej od dawna inwazji pozaziemskiej. Był przekonany iż cel ten jest godny najwyższej uwagi ze strony ACIO.     

Po części, aby osiągnąć ten cel, a po części jako następstwo pojawienia się nowych technologii w ACIO, Piętnastka założył tajną organizację wewnątrz struktur ACIO, złożoną jedynie z kręgu jego najbardziej zaufanych współpracowników. Powstały w roku 1969 owy elitarny zespół nosił nazwę Grupa Labiryntu. Cały personel z dwunastym lub wyższym poziomem upoważnień został automatycznie włączony do tej małej, ale jakże potężnej organizacji.     

Liczyła ona jedynie 66 członków, z których każdy przeszedł szereg rozmaitych udoskonaleń zwiększających ich naturalną inteligencję oraz wrodzone zdolności – wliczając w to zdolności metapsychiczne – jednocześnie to właśnie te działania odpowiedzialne były za wrażliwość żołądka Nerudy.   

„Dzień dobry,” rozpoczął Neruda zwracając się do zgromadzonej grupy Dyrektorów. „Przepraszam za małe spóźnienie, ale powielanie danych oraz korelacja poszczególnych analiz zajęła więcej czasu niż się spodziewaliśmy.” Uśmiechnął się czarująco, odgarnął włosy do tyłu, usiadł i spojrzał na Piętnastkę, który stał za brzegiem jednego z końców długiego, palisandrowego stołu konferencyjnego. Odkąd zaczęły doskwierać mu skurcze pleców kilka miesięcy temu, rzadko kiedy siadał na dłużej.        

Przy stole konferencyjnym siedziały następujące osoby: Li-Ching – Dyrektor Protokołów i Systemów Łączności; James Louden – Dyrektor Operacyjny; William Branson – Dyrektor Systemów Informacyjnych; Leonard Ortmann – Dyrektor Projektów Badawczych i Rozwojowych; Lee Whitman – sprawował pieczę nad działaniem całego TTP, zarówno do i jak z ACIO; oraz James Evans zarządzający bezpieczeństwem. Jeremy Sauthers – przełożony Nerudy i Dyrektor Projektów Specjalnych był na urlopie, stąd nie znajdował się wśród obecnych na spotkaniu.         

Na spotkaniu z tą grupą, nieważne jak krótkim, niemożliwością było dotrwać do jego końca bez żadnej wpadki. Pytanie brzmiało raczej: jak duża to będzie wpadka. Neruda wiedział o tym dobrze, wiercił się więc na fotelu zastanawiając się co mógł przeoczyć. Żałował teraz, że nie poprosił o małe przesunięcie spotkania, miałby więcej czasu na przygotowanie się. Jego żołądek już odlatywał.    

„Poprosiłem Jamissona, aby zaprezentował swoje odkrycie,” zaczął Piętnastka, „gdyż wygląda na to, że mamy do czynienia z technologią, której nasz najlepszy personel, przy użyciu naszych najlepszych technologii, nie jest w stanie sondować. Jesteśmy w posiadaniu stopu, który bez wątpienia ma pochodzenie pozaziemskie albo pochodzi z innego czasu, nie jesteśmy tego pewni.” Obrócił się bezpośrednio w kierunku Nerudy. „Czyż nie tak?”    

„Istnieje przypuszczenie, że obiekt ten ma pozaplanetarne pochodzenie, jednak zważając na to, że nie jesteśmy w stanie go sondować, nie jesteśmy tego pewni.”  

„Neruda przyszedł do mnie ubiegłej nocy, a raczej można powiedzieć dzisiaj rano i spytał mnie czy nie mógłby poprowadzić wyprawę badawczą do Nowego Meksyku, zabierając ze sobą artefakt. Podał rozsądne uzasadnienie i chcę po prostu, aby każdy z was o tym wiedział.”     

Piętnastka przymrużył oczy, jakby spoglądał z ukosa na światło w oknie. „Wiemy, że obiekt ten w trakcie znalezienia znajdował się ponad ziemią. Wiemy także, że nie został pozostawiony w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy przez żadne źródło pozaziemskie. Według Jamissona, jest całkiem możliwe, że obiekt ten to swego rodzaju mapa lub urządzenie naprowadzające. Jest tutaj, aby wyjaśnić swoją hipotezę. Wyraziłem już zgodę na wyprawę, ale chciałem abyście mieli możliwość na zadanie pytań i wyrażenie własnych opinii.”         

Piętnastka kiwnął wymownie głową do Nerudy, po czym ostrożnie usiadł. 

Neruda wstał i podszedł do dużej białej tablicy znajdującej się w sąsiedztwie stołu konferencyjnego. Wziął czerwonego markera i napisał słowo MAPA. Natomiast nieco niżej URZĄDZENIE NAPROWADZAJĄCE. Następnie połączył oba słowa pionową linią. Ponad słowami, wielkimi literami napisał DOWÓD. 

Obrócił się i spojrzał wprost na siedzących, którzy obserwowali go z zainteresowaniem. Dobrze wiedzieli, że Neruda nie był skłonny do pochopnych wypowiedzi czy pustej retoryki.      

„Jesteśmy przekonani, że obiekt ten jest jedną z tych rzeczy, a może i nawet dwiema jednocześnie,” oświadczył, wskazując kciukiem na tablicę za nim. „Oznacza to, że prawdopodobnie nie mamy do czynienia z odizolowanym, pojedynczym artefaktem. Nie ulega też wątpliwości, że jest to technologia, a nie forma sztuki czy obiekt organiczny. Technologia ta przewyższa wszystko, co dotąd badaliśmy. Obiekt jest kompletnie niedostępny. Zwarty, bez możliwości otwarcia i nieaktywny w całej rozciągliwości.”            

Wrócił na swój fotel, po czym rozdał wielkoformatowe kopie dokumentów ze skanami. „Poza jednym przypadkiem” zaczął ponownie. „W obecnej tu analizie SMT zauważycie wyraźne podobieństwo do mapy topograficznej czegoś przypominającego teren górzysty. Linie te są niedostrzegalne dla ludzkiego oka, jednak po zastosowaniu .0025 mikrona stopnia detalizacji stają się widoczne i co ważniejsze, wyłania się z nich konkretny wzór.    

„Wykonaliśmy zdjęcia satelitarne miejsca odkrycia i zredukowaliśmy je do prostych, trójwymiarowych map topograficznych. Dzisiaj rano zbadaliśmy korelacje z analizą, co doprowadziło do konkluzji iż powierzchnia obiektu rzeczywiście jest mapą.”      

Neruda rozdał każdemu kolejny dokument. „Gdy nasze komputery zestawiły skalę i kierunek ustawienia, dostrzegliśmy 96.5 procentową zgodność. Mówiąc krótko, na powierzchni obiektu znajduje się mapa –”   

„I mapa ta, to miejsce znalezienia artefaktu?” zapytał Evans.

„Właściwie miejsce znalezienia znajduje się na obrzeżach mapy.”

„Powiedz im o punkcie odniesienia”, ponaglił Piętnastka. 

„Jak widzicie, obrzeża mapy otaczają dwadzieścia trzy glify. Glify te mogą wskazywać na obszar w ich centrum, dokładnie tutaj.” Neruda zaznaczył markerem pozycję, która w przybliżeniu była równo oddalona od każdego z 23 glifów.      

„Jak duży jest to obszar na tej mapie? Zapytał Ortmann. 

„Około dwadzieścia kilometrów kwadratowych.”

„Dlaczego obca rasa miałaby pozostawiać taki obiekt z umieszczoną na nim mapą, jeśli nie można zidentyfikować konkretnego punktu, wyraźnego odniesienia? Wydaje się to nieprawdopodobne, nieprawdaż?” Ortmann założył ręce na siebie i oparł się z powrotem o krzesło, jakby chciał podkreślić swoją frustrację na zmuszanie go do tracenia czasu na spekulacje.      

„Nie, jeśli obiekt jest zarówno urządzeniem naprowadzającym jak i mapą,” odpowiedział Piętnastka. „Być może mapę zaprojektowano po to, aby wskazała jedynie ogólny obszar, na którym to uaktywnia się urządzenie naprowadzające. Gdy już się tam znajdzie, przejmuje funkcję mapy.”       

„Skoro nie możemy sondować obiektu, jaki w takim razie mamy dowód, że jest to urządzenie naprowadzające?” Mówiąc to Ortmann wskazał na tablicę gdzie widniało słowo DOWÓD. 

„Osobiście nie mamy żadnego mocnego dowodu,” odparł Neruda, „jednakże studenci, którzy znaleźli artefakt – „

„Jeśli zamierzasz przytaczać stan halucynacyjny tych studentów jako dowód na właściwości naprowadzające obiektu,” przerwał mu Ortmann, „to wydaje się to trochę naiwne, zważając, że chodzi tu o młodych ludzi skłonnych do odmiennych stanów i eksperymentowania z narkotykami.”       

„Osobiście poddałem tych studentów pełnemu badaniu,” powiedział Evans. „Nie byli, moim zdaniem, pod działaniem halucynacji narkotycznych. Dzieciaki te były czyste.”

Evans rzadko tak stanowczo wypowiadał się w obecności Piętnastki, chyba że był całkowicie pewien swoich racji. Każdy dobrze o tym wiedział., tak więc wypowiedź ta wystarczyła aby Ortmann przerwał swoją linię oporu.    

„Pozwólmy Nerudzie na trochę swobody,” wtrącił Piętnastka. „Zdarza się iż sam miewam własne hipotezy, których uzasadnienie opiera się głównie na intuicji. Jestem pewien, że mamy tak wszyscy. Ale nikt z nas nie jest w tej konkretnej sprawie bardziej poinformowany niż Neruda. Dajmy mu więc możliwość przedstawienia własnej hipotezy.”

Dyrektorzy przytaknęli na sugestię Piętnastki, po czym wszyscy z precyzją robota zwrócili się w stronę Nerudy. On sam osobiście wolał jak mówią inni, a wyjaśnienie swojej hipotezy z chęcią oddałby Piętnastce. 

„Napisałem te słowa na tablicy, gdyż chciałem abyście znali  fakty o tym odkryciu,” zaczął Neruda. „Mamy też dość niewielkie dowody typowo namacalne, popierające moją hipotezę.”     

Podszedł z powrotem do tablicy i pod wyrazem MAPA napisał: ZNALEZISKA SMT (.0025), KORELACJA TOPOGRAFICZNA 96%.  

Natomiast pod URZĄDZENIEM NAPROWADZAJĄCYM: HALUCYNACJE WYWOŁANE W OKREŚLONYM MIEJSCU I POTWIERDZONE PRZEZ GODNE ZAUFANIA ŹRÓDŁO.

„To są dowody, jakimi dysponujemy na dzień dzisiejszy odnośnie prawdopodobnego przeznaczenia artefaktu. Ponadto, po zbadaniu glifów nie stwierdzono jakichkolwiek zbieżności z zawartością bazy danych Cyrus. Glify są w większości unikalne i znacznie bardziej zawiłe, niż wszystkie, jakie do tej pory spotkaliśmy.     

„Dość istotnym szczegółem jest fakt, że obiekt znaleziono ponad ziemią, jakby ktoś lub coś umieściło go tam specjalnie, po to aby go odnaleziono. Można by pokusić się o przemilczenie tego szczegółu, jeśli nie miałby miejsca fakt iż stało się to na całkowitym odludziu wysuniętego obszaru na północy Nowego Meksyku.

„Nasza hipoteza zakłada iż koronną funkcją obiektu jest jego działanie jako urządzenie naprowadzające. Mapa ma znaczenie drugorzędne i użyta może być wtedy, gdy z jakiś przyczyn artefakt zmienił swoją pierwotną lokację. Obiekt wyraźnie reaguje na miejsce i gdy znajduje się w odpowiednim obszarze – który jak przypuszczamy wskazuje właśnie mapa – w jakiś sposób projektuje obraz do umysłu osoby go trzymającej, ukazując swoją bazę-pochodzeniową – „         

„I sugerujesz, że owa baza-pochodzeniowa mieści się w centrum tej mapy?” Zapytał Evans.  

„Owszem.”

„I że jest ona albo starożytnym i opuszczonym, albo wciąż aktywnym miejscem przebywania istot pozaziemskich?”   

„Raczej to pierwsze.”

„Dlaczego?” zapytał Branson.

„Mimo, że nie byliśmy w stanie określić czasu powstania metodą węglową ani Sondą Geona, wykonaliśmy odpowiednie analizy korelacji mapy. Drobne różnice przy porównywaniu konsekwentnie wskazały czynniki erozyjne, a wykonane analizy prawdopodobnych wzorów erozyjnych w regresji obszaru na mapie, doprowadziły do wniosków iż obiekt ten ma przynajmniej sześćset lat. Może nawet dwa razy tyle.” Neruda przerwał na chwilę, spodziewając się jakiś uwag. Otrzymał jednak głuchą ciszę.              

„Sądzimy, że najlepszym posunięciem będzie zabranie artefaktu do obszaru znajdującego się w centrum mapy i zweryfikowanie tej hipotezy.” Ponownie Neruda zatrzymał się, wyczekując pytań.   

„Podsumujmy więc,” zaproponowała Li-Ching. „Wiemy, że obiekt jest autentyczny, racja?”  

„Tak. Wykluczyć możemy wszelkie mistyfikacje w tym przypadku,” potwierdził Neruda. 

„Wiemy też, że jest to UET .”

„Lub poddano go przesunięciom w czasie,” dodał Neruda.

„Najbardziej irytującą dla mnie kwestią jest to, że obiekt mający około sześciuset lat pojawił się pewnego dnia, tak od sobie. Czy jesteśmy pewni, że nic nam nie grozi?” Zapytała Li-Ching, a jej czoło nieznacznie się zmarszczyło.    

„Według ZEMI, możliwość taka jest bardzo niewielka. Silnie poniżej dziesięciu procent.”  

„Mamy trochę nieprzyjaciół,” przypomniała Li-Ching „ a tego typu obiekt mógłby w naturalny sposób dostać się do ACIO. Jak możemy być pewni, że nie jest to jakiś rodzaj broni, jeśli nie można tego sondować?  Pamiętacie sondy wymiarowe znalezione rok temu przez naszych Teleobserwatorów (RV), prezenciki Psotnej Dwunastki Zeta? Nasza technologia też nie mogła ich sondować.”   

„Jeśli jesteśmy już przy RV, czy któryś z nich miał już styczność z obiektem?” zapytał Ortmann. 

„Tak,” odparł Neruda, „ale i tu bez rezultatów – kolejny przykład potwierdzający niewiarygodny opór obiektu przed sondowaniem.”

„Wziąłeś pod uwagę włączenie RV do swojego zespołu badawczego?”

Neruda westchnął wewnętrznie, uświadomiwszy sobie, że właśnie odkryto jego przeoczenie. „Nie. Ale to świetny pomysł.” Neruda nie byłby w stanie  okłamać tej grupy. Czujność ich była tak wrażliwa, że mogliby zauważyć kłamstwo, nieważne jak małe czy niewinne nawet w głębokim śnie. 

„A przy okazji, czy mamy jakieś nowe informacje odnośnie profesora Stevansa?” zwrócił się Ortmann do Evansa.

„Obserwujemy profesorka odkąd zabezpieczyliśmy artefakt. Wysłał kilka e-maili do kolegów i wykonał parę telefonów, ale jego działania są zgodne z ujawnioną przez nas wersją – „     

„Nie chodziło mi o jego uległość,” przerwał Ortmann. „Jestem zainteresowany treścią jego e-maili lub telefonów. Czy ma on swoją hipotezę?”  

Profesor Stevens wykładał archeologię na Uniwersytecie w Nowym Meksyku. Kiedy jego studenci natknęli się na artefakt podczas pieszego wypadu, zabrali go do Stevansa celem identyfikacji. Stevans natychmiast uznał go za rodzaj artefaktu pozaziemskiego, po czym wysłał kilka e-maili do kolegów, z których wszystkie oflagował Echelon, tajna jednostka wywiadowcza NSA. Jednym z kluczowych słów powodujących oflagowanie e-maili było „pozaziemski”, to też e-maile przesłano do ACIO.            

Gdy agenci ACIO przybyli do biura Stevansa w 36 godzin po odkryciu artefaktu, dostarczono mu wymowną wiadomość: „Artefakt” to skradziona, wysoce tajna, broń eksperymentalna. Może być bardzo niebezpieczna w nieodpowiednich rękach. Profesor Stevans, w zaistniałych okolicznościach, sprawiał jedynie znikomy opór i nawet trochę z ulgą przekazał obiekt Evansowi, który podał się za agenta NSA.     

Evans wcisnął klawisz na wbudowanej w stół konferencyjny klawiaturze, co spowodowało opuszczenie ekranu projektora nad stół. Przyciemnił nieznacznie oświetlenie w pomieszczeniu, po czym ponownie wcisnął kilka klawiszy. „Założyliśmy Sieć Nasłuchową Piątego Poziomu wokół Stevansa,” zwrócił się Evans do grupy. „Nasze analizy pooperacyjne świadczą, że facet uwierzył w obce pochodzenie obiektu. Uwierzył także, że jest to broń oraz, że agent który go odwiedził działał na polecenie NSA.”

„W tym pliku,” Evans kliknął na jeden z obiektów, „znajdują się wszystkie jego e-maile oraz transkrypcje rozmów telefonicznych od godziny dwudziestej pierwszej we wtorek. Jeśli poszukać po słowach: hipotezy, teorie, przypuszczenia, lub domniemania; wyłania się tylko jeden kontekst.”    

Evans dokończył wpisywanie słów, po czym wcisnął ENTER. Momentalnie włączył się tekst z telefonicznej transkrypcji zatytułowany: ROZMOWA ZAGRANICZNA 602-355-6217/TRANSMISJA POJEDYNCZA/BIURO/0722/1207/ 12.478 MINUT. Zaznaczył opcję 30% w okienku o nazwie KONTEKST KLATEK, kliknął przycisk DŹWIĘK I TEKST, a na koniec ponownie wcisnął ENTER. Pomieszczenie wypełniło nagranie rozmowy telefonicznej pomiędzy Stevansem, a jego kolegą. Zsynchronizowany z odtwarzanym dźwiękiem na ekranie przewijał się tekst transkrypcji:   

Stevens: Wiem, że ta sprawa była gorąca. Na miłość boską, pieprzone NSA zwaliło mi się na głowę.   

Jordan: Dlaczego pozwoliłeś żeby ci to zabrali? Wszystko zabrali, mam rację? Wiesz przecież, że rząd nie może wpaść do twojego biura i ukraść, co im się podoba, łamiąc twoje osobiste prawo własności lub prawo własności Uniwersytetu.     

Stevens: Nie było żadnego wyboru. Ta rzecz mogła być bronią.

Jordan: Dlaczego? Bo jakiś agent tak ci powiedział?

Stevens: Słuchaj, znam jednego ze studentów, którzy znaleźli tę rzecz i twierdzi on, że powodowała u nich jakiś rodzaj halucynacji podczas trzymania, czy nawet samego znajdowania się w jego bliskim sąsiedztwie.    

Jordan: I leżała ona sobie tak w widocznym miejscu?

Stevens: Tak.

Jordan: Jak więc NSA tłumaczyło fakt, że ta ściśle tajna broń leżała na środku odludzia?   

Stevens: Powiedzieli, że kilka miesięcy temu jeden z ich pracowników zdezerterował kradnąc broń i do tej pory nie został znaleziony. Twierdzą, że broń była urządzeniem kontrolującym umysł, które tak zaprojektowano, aby mieszało w umyśle posiadacza tak długo, aż oszaleje. Zakładają, że dezerter w końcu oszalał i porzucił broń.       

Jordan: Cholera. Pewnie to jakaś broń eksperymentalna. Ale w takim razie, po co te wszystkie dziwne hieroglify? Dlaczego Rząd U.S. miał się o niczym nie dowiedzieć?

Stevens: Według mnie rzecz ta była tak tajna, że sami chcieli aby wyglądała na obcą. Przypominam tobie raz jeszcze, że to pieprzone NSA było tym, kto mnie odwiedził. Nie jakaś miejscowa policja czy FBI. Znalezienie mnie zajęło im tylko 24 godziny. I to nie dlatego, że dostali jakieś namiary od studentów. Dlatego, ponieważ ta rzecz, ta pieprzona broń, miała wbudowany sygnał naprowadzający, który zaprowadził ich prosto do mnie.

Jordan: Moment. Jeśli ta rzecz miała sygnał naprowadzający to, dlaczego nie wykryli go wcześniej? Jeśli leżała sobie spokojnie na środku Kanionu Chaco, to chyba łatwiej było ją tam znaleźć niż w twoim zakręconym biurze. 

Stevens: Bardzo śmieszne. Widocznie dopiero studenci jakoś aktywowali sygnał naprowadzający.

Jordan: Czyli co? To już wszystko, co możesz zrobić?

Stevens: Wszystko, co mogę zrobić? A niby, co jeszcze mógłbym zrobić? (wykrzyknął) 

Jordan: Pogadaj to tu, to tam i użyj swoich koneksji. Opowiedz o tym, co się stało i poproś o interwencję w NSA.   

Stevens: W ogóle nie słuchasz. Podpisałem jakieś cholerne papiery rządowe, mówiące, że nie mogę zrobić nic, co wzbudziłoby zainteresowanie tą rzeczą. Jeślibym to zrobił, mogliby mnie zaciągnąć prosto do paki za szpiegostwo lub terroryzm.

Jordan: W porządku, już dobrze. Pieprzyć rząd i ich bronie. Wyluzuj. Może masz rację. Nie zniósłbym musieć poświęcać mój cenny czas na odwiedzanie ciebie w pace. (Śmiech) Może powinieneś wziąć sobie wolny weekend; mam na myśli, rusz się trochę z biura kretynie i idź na ryby czy coś takiego. Zobaczymy, co się stanie w ciągu kilku następnych dni. Jeśli nic, to może masz rację.      

Evans wykonał kilka ruchów na klawiaturze, po czym wróciło standardowe oświetlenie, a ekran projektora schował się w suficie. „Tak wygląda zasięg jego teorii,” powiedział Evans.   

Neruda przyglądał się z pewnym podziwem jak Evans siada z powrotem na krześle i zakłada nogę na nogę niczym angielski dżentelmen. Jego ciało nie miało wcale budowy klasycznego, napakowanego osiłka Marynarki Wojennej. Niemniej jednak, mimo jego luźno dopasowanego ubrania, z łatwością można było dostrzec sportową sylwetkę ciała i wyróżniające się niemalże dwa metry wzrostu.      

Powoli podniósł się Piętnastka. Jego sięgające do ramion, srebrnawe włosy w drobiazgowy sposób spięte były do tyłu, co bez wątpienia było robotą Li-Ching. Krążyły pogłoski iż jego i Li-Ching łączyły bliższe stosunki, jednak nikt nie miał na to niezbitych dowodów. Jeśli pogłoski mówiły prawdę, to oznacza, że musieli być niezwykle dyskretni. Nikt nigdy o to nie zapytał, a ani Piętnastka ani Li-Ching nigdy nic nie powiedzieli ani zrobili nic, co wyraźnie potwierdziłoby lub zaprzeczyło plotce.        

„Sądzę, że wszyscy popieramy twoją wyprawę badawczą,” zaczął Piętnastka, „i wszyscy dobrze rozumiemy potrzebę weryfikacji twojej hipotezy. Być może okaże się pomocne, jeśli poświęcimy teraz kilka minut na przedyskutowanie planu twojej misji. Czy podjąłeś już jakieś ustalenia?”      

Neruda postanowił nie poddawać się całkowicie. Chciał, aby jego drugie przeoczenie przeszło jak najmniejszym echem. Otwarte przyznanie się do pierwszego to już wystarczająco dużo. Teraz natomiast musiał możliwie wdzięcznie przyznać się jakoś, że nie ustalił planu misji. Cholera! 

„Byłem tak zajęty pracą nad analizą SMT, korelacjami mapy i planowaniem misji,” zaczął, „że istotnie przeoczyłem kwestię sporządzenie harmonogramu misji, przynajmniej jeśli chodzi o dosłowne tego rozpisanie i przedstawienie w formie prezentacji – „         

„W porządku, już się stało, ale mógłbyś przecież po prostu powiedzieć nam, co planujesz po przybyciu do Kanionu Chaco. Dodamy jakieś sugestie z własnej strony, jeśli takowe będą. Ok?”    

Piętnastka był zbyt wyrozumiały. Neruda uważał go za najlepszego psychologa jakiego kiedykolwiek spotkał, ale psycholog ten zazwyczaj tracił swoją łagodność po dwóch wpadkach.”     

„Dobrze. Tak właśnie zrobię,” powiedział Neruda z nerwowym uśmiechem. „Wyselekcjonowaliśmy sześć miejsc do zbadania, których priorytetowość ustaliliśmy bazując na korelacjach mapy i szacowanym obszarze wskazywanym przez glify – jak już mówiłem wcześniej, głównie w centralnej części mapy.         

„W każdym z obszarów, RV wykona odpowiedni test z artefaktem, uwzględniając wynikłe efekty halucynogenne celem odkrycia bazy-pochodzeniowej. Przyjmując, że uda nam się aktywować urządzenie naprowadzające, podążymy za jego sygnałem. Będąc już na miejscu bazy-pochodzeniowej, po pierwsze zabezpieczymy teren, oszacujemy jej zawartość i potrzebną liczbę ludzi, po czym wrócimy po ekipę i kolejne decyzje.” 

Spojrzał przelotnie na zegarek, mając nadzieję, że zostanie to właściwie odczytane jako zakończenie i że się spieszy.  

„Jakieś komentarze?” zapytał Piętnastka.

„Kto będzie w zespole badawczym?”

„Dawson, Collin, Andrews, Evans i ja.”

„A kto w takim razie jest RV?” zapytał Ortmann. 

„Tak, wiem, nie miałem jeszcze okazji, aby to ustalić. Czy ktoś ma wobec tego jakieś rekomendacje?”    

Teleobserwatorzy (RV) byli wysoce wyspecjalizowanymi członkami personelu ACIO, którzy zostali wyszkoleni w celu nabycia zdolności zdalnego postrzegania oddalonych miejsc; czy nawet zdarzeń w innym punkcie czasu. Jednak w przeciwieństwie do innych organizacji wywiadowczych używających RV, ACIO stosowało też technologię na wzmocnienie ich naturalnych zdolności metapsychicznych. Technologia o nazwie RePlay umożliwiała RV przechwytywanie obserwacji z większą dokładnością.                

RV często byli przydzielani na misje rozpoznawcze ACIO, w celu zlokalizowania danego obiektu, osoby lub określenia koordynatu czaso/przestrzeni. Ich precyzja była zdumiewająca. Potrafili „widzieć” miejsce, w którym znajdował się badany obiekt i jeśli w jego pobliżu znajdowały się charakterystyczne elementy otoczenia, byli w stanie wskazać jego dokładną lokalizację.   

W końcu odezwał się Branson. „Biorąc pod uwagę naturę twej misji, rekomendowałbym Samantę Folten. Jest ona stosunkowo nowa, ale jej skupienie wydaje się najlepsze jakie widzieliśmy w zewnętrznych, nieprzewidywalnych warunkach. Walt Andersen także byłby dobry, ale ja bym wybrał Samantę i jej wyjątkowe skupienie. Jeśli te halucynacje okażą się być silne, to jej koncentracja może być prawdziwym atutem.”     

„A co z poziomem upoważnień Samanty?” zauważył Evans.

„Ma ona od czerwca SL-Pięć.” 

„Myślę, że powinniśmy na tą misję ograniczyć stopień personelu na minimum SL-Dziewięć,” powiedział Neruda. „Nie wiemy jeszcze, co tam znajdziemy, a restrukturyzacja pamięci zastosowana na RV rzadko kiedy bywa skuteczna.”        

„W takim razie Walt się nada. Ma on SL-Dziesięć.” 

„Zgadzam się z Evansem,” podkreślił Piętnastka. „Znajdź Andersena i powiadom go, żeby był gotowy do wyruszenia o osiemnastej. Mówiąc o wyruszaniu, proponowałbym już skończyć spotkanie, jako że czekam mnie jeszcze następne. Dziękuję Nerudzie i jego zespołowi za ich przełom w korelacjach mapy. Jest to pierwsza rzecz, do jakiej doszliśmy i która może rozwikłać tą tajemnicę. Życzę dalszego powodzenia twojemu zespołowi.”  

Neruda i Dyrektorzy wstali równocześnie, po czym bezzwłocznie ruszyli w kierunku drzwi, opuszczając biuro Piętnastki. Li-Ching została na miejscu, przypuszczalnie czekając na kolejne „spotkanie”, jak to określił Piętnastka.      

Neruda miał dokładnie trzy godziny do odlotu. Helikoptery Q-11 były preferowanym środkiem transportu ACIO, w szczególności przy tajnych misjach. 

On i jego zespół mieliby dzisiaj spać w Nowym Meksyku. Nie mógł więc doczekać się widoku gwiazd. Lata pracy w podziemiach sprawiły, że ta szczególna misja nabrała jeszcze bardziej ekscytującego znaczenia. Jego apetyt na badania w terenie nigdy nie był wystarczająco silny, ale w tym przypadku trawa w Kanionie Chaco zapowiadała się nadzwyczaj zielono.
 
 
 

© 2017 WingMakers (PL)
Materiały WingMakers powielone za zgodą WingMakers LLC