Komora 23 - [Spirala] -- [Fotografia Duszy] Drukuj

   

Spirala

Coś mnie od wewnątrz gryzie
szczękami z jedwabiu i zębami z wosku.
To coś, stale utrzymuje mnie w cudownej czystości
  niczym okrąg, którego środek
jest moją klatką.

Kiedy odeszłaś ode mnie
nieustannie zawężałem mój okrąg.
Spiralę wyciętą w szkle.
Kwitnący kwiat zrzucający płatki.
Potargany kłębek przędzy
tracący kolor.

Widzę wewnętrzną stronę twojego uda
genialną w swej gładkości,
i spiralnie coraz bardziej przybliżam się do skraju ciebie.
Wypalam dotyk rozcięcia papierem
krwawiąc bez uczucia bólu.
Jakim sposobem mógłbym tak łatwo tracić krew
nie wiedząc dlaczego?

Kiedy słyszę twój głos
nie ma żadnego uśmierzenia tego bólu
tak abym mógł ciebie objąć.
Jak ktoś kto dostał się bardzo blisko, po czym zapomina
historię którą przyszedł opowiedzieć,
krążę wokół ciebie wyczekując, aż nić zostanie naciągnięta na tyle
iż zdoła zbliżyć nas jeszcze bardziej
mimo, że nie wiem jak byłoby to możliwe.

Finalnym punktem rozkoszy jest pocałunek
twego bezgranicznego serca.
Finalnym pięknem tak czystym,
iż wszystko inne kuleje w tyle,
pozostając w błogości dorównania tobie.
Przyciągnięciem z twoich cieni
światła młodych drzewek
osadzonych na połaciach runa leśnego.

Gdybym mógł ciebie rozpiąć,
zdejmując twe ubranie
ujrzałbym mapę mojego wszechświata.
Kończynę-fantom, wyrastającą
z mojego ciała niczym skrzydła wyłaniające się z poczwarki
sięgającą ku tobie.
Kończyna ta jest dłonią klarowności
desperacko pragnącą twojej skóry
tak intensywnie pożądanej
jak gdyby lśniący blok światła
wycięty z czarnego aksamitu
stanął tuż przede mną.
I jedyne co mógłbym wówczas zr