Technologia Interakcyjna WM: Poematy Drukuj

 

 Okrąg
 Na Zawsze
 Pewnego Dnia
 Słuchanie
 Po Pewnym Czasie
 Z Tego Miejsca
 Ciepła Obecność
 Otwarcie Kolejnego Umysłu
 O Świetlistych Rzeczach
 Pieśń Wielorybów

 

Technika Przyswojenia, typu: Emocja-Dusza 

Dusza nabywa reakcje emocjonalne poprzez instrument ludzki. Emocje, ze swej definicji, są reakcją na bazujące na czasie zdarzenie, energię, wspomnienie, lub oczekiwanie. Umysł i ciało przeważnie warunkują reakcje emocjonalne, podczas gdy dusza obserwuje i nabywa ich konstruktywną esencję spajania, wdzięczności, oraz wyjątkowego wglądu.      

Ciało i umysł uzyskują ponadto naukę z reakcji emocjonalnych, lecz w odróżnieniu od duszy, nie są w stanie odsiać konstruktywu od destruktywu, dlatego też są intensywniej urażane przez reakcje emocjonalne gniewu, chciwości, i strachu. Emocje te zakotwiczają umysł w systemie energetycznym opartym na przetrwaniu mocniej niż cokolwiek innego w świecie kreacji. 

Duch-esencja instrumentu ludzkiego, która prowadzi go do stopienia się w całość z Inteligencją Źródła, a ostatecznie z Pierwszym Źródłem, jest emocjonalnie personifikowana w postaci głosu. Głos ten jest słyszalny w abstrakcyjnej esencji poezji, która zaprojektowana została w specyficznym rytmie oraz wibracji znaczeniowej. 

Technika przyswojenia, typu: emocja-dusza polega na usłyszeniu emocjonalnego głosu poematu -- powodującego rezonację ów głosu we wnętrzu twej duszy --- wypuszczeniu emocji powstającej z takowej rezonacji, a następnie pozwolenie jej na swobodne odpłynięcie niczym wypuszczenie zwierzęcia na łono jego naturalnego domu. 

Materiały WingMakers miejsca Starożytnej Strzały zawierają dziesięć poematów, które zaprojektowano do stosowania przy tej technice. Są to: Okrąg; Na zawsze; Pewnego Dnia; Słuchanie; Po Pewnym Czasie; Z Tego Miejsca; Ciepła Obecność; Otwarcie Kolejnego Umysłu; O Świetlistych Rzeczach; Pieśń Wielorybów.  

Każdy z poematów wybija emocjonalny akord subtelnego dysonansu.

Jest to dysonans, który wzbudza reakcje emocjonalne, czyniąc je dostępnymi dla wyższych energii instrumentu ludzkiego. Dysonans ten nie wiąże się z gniewem, chciwością, ani strachem, lecz z wysoko subtelnymi uczuciami oddzielenia, opuszczenia, i duchowego zaniedbania. 

Technika przyswojenia, typu: emocja-dusza powoduje złożenie hołdu tym uczuciom, i szukanie w rękach duszy punktu pozycjonowania granic dysonansu, a tym samym zapewnianie emocjom głosu i wpływu na kształtowanie się poglądów, wglądów, i wnioskowań duszy. To właśnie milczące emocje oddzielenia i opuszczenia napędzają przeraźliwe emocje strachu, chciwości, i gniewu. Poezja jest w stanie wynieść owe milczące emocje na światło dzienne i uwolnić ich obecność wprost do duszy, by zostały w ten sposób uszanowane oraz -- poprzez ów proces -- zrozumiane.    

Zrozumienie pomaga złagodzić gniew i strach umysłu i ciała, które odciągają instrument ludzki od Inteligencji Źródła oraz uświadomienia sobie świadomości Nawigatora Całości. Dlatego też, technika przyswojenia, typu: emocja-dusza powstała w celu nakierowania głosu dziesięciu poematów na subtelne emocje opuszczenia i oddzielenia, pozwalając owym emocjom wyłonić się w taki sposób, jakby jednostka prezentowała je swojej duszy. Emocje te są jak liny przyciągające emocje przeraźliwe do twego strumienia życia, a te z kolei zakotwiczają cię w systemie energetycznym przetrwania. W takim zakresie w jakim potrafisz eliminować lub redukować „liny” milczących emocji, w takim eliminujesz lub redukujesz przeraźliwe emocje.    

Bądź pewien, iż technika ta wykonywana jest w naszej obecności. Nie jesteś pozostawiony w pojedynkę i nigdy nie przepadniesz. Jeśli twe wyniki są nie takie jakich się spodziewałeś, porzuć swoje oczekiwania. Odłóż je na bok i niech twoim celem będzie nieposiadanie celów ani wyznaczników. Ponadto miej na uwadze, że kształtowanie się oraz następowanie przesunięć w twoim systemie energetycznym może wydarzać się w nieoczekiwane sposoby, dlatego też, pozostawaj wysoce niewidoczny dla siebie samego jeśli ustalasz sobie oczekiwania do spełnienia.  

Celowo dokonanie tego przesunięcia zaprojektowano w formie dążenia, zarówno w kontekście gatunku jak i jednostki. Jako gatunek, rodzaj ludzki musi uzyskać zdolność używania odpowiednich technologii, umożliwiających mu dostrojenie instrumentu ludzkiego do zezwolenia Nawigatorowi Całości zarówno zamieszkać jak i być w centrum zarządzania ośrodkami mózgowymi, systemem nerwowym, jak i podświadomymi artefaktami korzeni ancestralnych. Rozwinięcie się gatunku humanoidalnego do tego stopnia, iż dosięga on progu Wielkiego Portalu, zajmuje mu 5,200,000 lat.  

Od strony jednostki, przedstawiona powyżej technika umożliwia celowe zanurzenie się w Strefy Dopływu, dzięki czemu jednostka może transformować swój system energetyczny, który z kolei transformuje jej wierzenia oraz doświadczenie życiowe. Jednakże, bez względu na to jak skutecznie jednostka zastosuje techniki WingMakers, nie dokona ona odkrycia Wielkiego Portalu tylko dzięki swoim działaniom. Wielki Portal jest odkryciem dokonywanym przez całą ludzkość. Stanowi on kulminację nauki, sztuki, oraz technologii, współdziałających zgodnie, oraz skoncentrowanych na eksploracyjnym zakresie kosmologii i metafizyki.  

 
 
 
 
----------------------
 
 
 
 

Okrąg
 
Odnalazłem starożytne zwierciadło,
które wspiera mnie na mej drodze.
Widzę jego nieugięty wzrok
zawsze wpatrujący się,
dokopujący się do korony, którą noszę.
Wyczuwam święty ogień
niczym płonący kokon,
który nie wplata osądzania
w pole operacyjne swojej mocy.
Odczuwam niewinne światło.
Światło klarowności w locie ponad rodzimy kraj,
w którym zrodzeni zostaliśmy w separacji
od wspólnego centrum.

Dotykam subtelnego oka,
które istnieje dłużej niż ja sam.
Ogrom cierpliwości na moim czole.
Oferuję całą moją ziemską mądrość
za przejawy jego języka;
za zasianie jego nasion na polach, które uprawiam.
Widzę ścieżkę przeznaczenia
skupiającą piechurów
ku podróży w bezkresne przestrzenie.
Obserwuję upadek w nadchodzącej przyszłości z zamkniętymi powiekami
i pełnymi bólu łzami nad pokaleczonymi miejscami.
Widzę Ród Światła
odkładający zegar z powrotem do czarnej torebki
w której mają miejsce wszelkie podziały.
W której to ubrania dominują na nieoświetlonym
ogniami lądzie; lądzie znajdującym się jeszcze w okresie dorastania.

Słyszę mistrzów mistrzów przemawiających
do każdej komórki mojego ciała;
wycinających nowe ścieżki w tkankach
niczym kat przeznaczony do eliminowania lęku.
Obserwuję galaktyki wirujące jak
gwiezdne koła, które spiralnym ruchem poruszają się ku myśli
świętej wizji.
Czuje jak mój duch podąża
za tym dźwiękiem, a dźwięk ów jest wszechdostępny.

Wcześniej jednak znikam.
Zabieram to ciało do wewnętrznego miejsca,
którego nikt nie może ujrzeć.
Jedynie uczucia są w stanie słyszeć dźwięk tej przestrzeni.
To święte miejsce samo
przyprowadziło mnie tu abym odnalazł ponownie nić.
Abym ponownie zaczął widzieć tkany taniec, który wzywa moje imię
za pomocą tysiąca dźwięków.
Który przyciąga mojego ducha
w unikalny, perfekcyjnie okrągły,
okrąg.

 
 
 
 
-------  -------
 
 
 
 

Na Zawsze
 
Wspomnienie, jak korzeń w ciemności,
przenikając światło swym rdzeniem
odnalazło mnie.
Porządkując mój świat
niczym architektura uczuć
zestawionych ku tobie,
zatrzymanych dla ciebie jako tarcze nadziei.
W dyspersji miłości
identyczne bicie serca
jest naszym wołaniem
odpowiadanym w najsłodszej czułości
jaką można współdzielić we dwoje.
I zastanawiasz się czy ta ekstaza nie przygasi nas
jak deszcz słońce lub
wiatr spokój.
Kiedy znamy się nawzajem
w najgłębszym kanale naszych serc
możemy wydać z siebie tylko jedno słowo
dające się wygenerować przez ten kamienny umysł: na zawsze.
Na zawsze.

Kiedy zima wzywa moje imię
w najodleglejszej pustyni światła,
nie będę rozpaczać, gdyż poznałem cię
w najgłębszym kanale mego serca
gdzie pojąłem znaczenie słów: na zawsze.
W oka mgnieniu wyleczony twoimi pieszczotliwymi ustami,
które demaskują wszystko co powodowało moje męczarnie.
Nieprzerwane łaknienie ust
zmęczonych lecz ożywianych płomieniem namiętności
przerwane może być jedynie gdy wniknę w ciebie
na zawsze.
Niosę ciebie w tym płomieniu,
zabarwionym na szmaragdowo moimi snami o tobie
znajdującą się w nich pod drzewami,
gdzie twoje piękno wchłonęło słońce
i tak całkowicie schwytało moją duszę.
Nie umiem skutecznie postrzegać ciebie jako kogoś oddalonego
od tronu.

Duchy stworzono po to, aby lśniły wykraczając poza harmider
gburowatych poetów,
którzy używają krzesiwo pod wodą i płaczą od niechcenia.
Poznałem ciebie na zawsze
na opustoszałych uliczkach
i grzmiących dolinach.
W zapadłych wioskach i chłodnych górskich tarasach.
Oglądałem całość ciebie
rozwartą do mnie i przemawiającą jak rzeka,
która płynie na zawsze.
I oczekiwałem na ciebie
niczym łakome ujście do oceanu
przyciągając cię bliżej do moich ust
tak abym mógł znać cię na zawsze
gdy już wpłyniesz we mnie wyzbywszy się wszelkich obaw.

 
 
 
 
-------  -------
 
 
 
 
 
Pewnego Dnia
 
Pewnego dnia,
wyłoniwszy się z cielesnego kokonu
wzbiję się jak złoty ptak o cichych skrzydłach
wdzięcznie niczym dym przygasającego płomienia.
Skończą się już moje sny o miejscach
ukrytych potajemnie w dalekich zakątkach niebios
gdzie stopa nie zostawia żadnego śladu. 
 
Pewnego dnia,
przechadzać się będę po ogrodach trzymając za dłoń
moje kreacje i stwórcę.
Będziemy tulić się nawzajem
niczym zakochani rozdzieleni przez śmierć.
Złączymy się we wzajemnym objęciu
do czasu, aż przebudzimy się jako jedno
niewidoczne dla drugiego.  
 
Pewnego dnia,
wyodrębnię tę część siebie,
która jest zawsze obecna.
Zatańczę z nią
jak blask księżyca z taflą wody.
Przytulę ją do siebie w długim uścisku
wybijającym rytm perfekcji
w hymnie Opiekuna-pieśni.
 
Pewnego dnia,
kiedy zwinę się głęboko w swoim wnętrzu
będę śnić o tobie,
tych cielesnych kościach-pokrytych-tkanką-mięśniową.
Będę tęsknić za ponownym poznaniem twego życia.
Wyłonię się ku tobie
tak jak ty teraz wyłaniasz się do mnie.
Taka magia! 
Chwała pożądaniu nieznanego!
To co jest
jest zawsze sięganiem ku jaźni,
zwodzonym przez pozory.
Ten kto śni siebie przebudzonego i śniącego.
Ten kto wie, że obie strony płótna
są pomalowane, oczekuje iż ta kolejna
przetopi się na ponów z obecną
.
 
 
 
 
-------  -------
 
 
 
 
  
Słuchanie
 
Nasłuchuję dźwięku poza dźwiękiem
zwiastującego nocną krainę moich snów,
otwierającego komnaty przedwiecznego światła
tak starożytnego, że aż tłoczno w nich od prawdy. 
 
Nasłuchuję dźwięku poza nami,
który zmierza po niewidzialnej drabinie kręgosłupa ku orfickiej bibliotece.
Tam, gdzie buntownicze księgi rozkoszują się nieustającym światłem.
Wydrukowane w szarości, drobne słowa z głębią ruchomych piasków
dobrane z taką dokładnością, iż oddają ducha duszy, i Boga,
odwrócony teleskop skierowany na siebie samego
śniący nas przebudzonych.
 
Nigdy nie kwitnące myśli otaczają mnie
niczym regaty bezzałogowych statków.
Słucham jak lampart,
wycinający kwarantannę ciał
osłabionych przez monsun skamieniałych serc.
Jest jakaś magia
w biciu serca, skupiająca dźwięk którego szukam,
jednak jest on wciąż poniżej rytmu, którym pragnę kroczyć.
Poniżej dźwięku wszechrzeczy
skumulowanego przeciw podążającym naczyniom,
które zwracają swe głowy ku dźwiękowi gwiazd.
 
Nasłuchuję dźwięku nienaruszonego,
tak nieskazitelnego, iż wpatruje się on niewinnie przed siebie
by wejrzeć w czarny obłęd czasu
zasiewając wizje drgające w naszych łonach
rodzące formy promieniste jako substraty naszego kształtu.
 
Gdy spoglądam na igłę kompasu
widzę ostrze pokory
wygięte ku sile czyhającej, niczym gwałtowny deszcz
spływający ku kanałom ściekowym.
Płynąc pod ziemią
betonowymi, drżącymi kanałami,
wyśmiewa się z nas, jak gdybyśmy byli zgubieni
w podniebnym świecie bez kanału dla naszej podróży.
 
Nasłuchuję dźwięku
w twoim głosie,
poprzez zapomniany zakamarek twoich drzwi,
gdzie moje ucho wsłuchuje się w to co jest za nimi.
Poniżej twojego serca, gdzie słowa poruszają się niezdarnie,
a światło pochłania delikatną konstrukcję połączonych żywotów.
Mogę nasłuchiwać jedynie dźwięku, który wiem że istnieje,
błyszczącego w tym nieopisywalnym, bezstanowym stanie
wydobytego z zakątków tak niewinnych,
że aż uzdrawiają ciało serc
.
 
 
 
 
-------  -------
 
 
 
 
 
Po Pewnym Czasie

Wniosłem niedbalstwo pośród strażników, którzy
stoją przed moimi drzwiami.
Pozwoliłem komórkom zderzać się ze sobą samobójczo,
do chwili, aż mnie wezmą.
Jeśli pozostawiono by historie do opowiedzenia
słyszałbym o nich.

Za wodospadami skanalizowanej paniki
rozlewającej swoje pełne pychy potomstwo
mogę pozostawać ukryty w szumie.
Bycie niewidocznym ma swoje drobne plusy.
Sytuacja ta wciąż utrzymuje widocznym trwałą formę życia,
która jest w stanie szeptać zza tej kotary nikczemności.
To jest naprawdę jedyne stworzenie, które mam ochotę poznać,
poprzez jaśniejące ścieżki słodkiej wspaniałomyślności, która cierpi
w nie przemawiającym wszechświecie
nie słuchającego ucha.

Kiedy zostanę odnaleziony – po tym jak się zagubiłem –
przez nieznane mi serce, którego marsz
nie jest przytłumiony przez personifikację,
otworzę oczy, zrzucę z siebie skórę,
obudzę się ze śpiączki serca.
Odłożę na bok wystrojoną w kostium postać
i zrekonstruuję gospodarza
tak, aby jego obraz mógł być dostrzegany w lustrach,
które przytoczę wraz ze słowami podsłuchiwanymi przez Boga.
Kiedy słowa te są wypowiadane,
inne ucho przysłuchuje się po drugiej stronie
promieniując zrozumieniem
niczym lasery swym neutralnym światłem.

Wspólna mogiła odwagi utrzymuje nas wszystkich
w portalu unikalności,
Bożym szlaku ponownego rozpoczynania.

Z jakiegoś powodu, słowa i obrazy tak rzadko
przebijają się ze swoim znaczeniem do niebios i przezwyciężają czas.
Ale gdy im się to udaje,
stają się abrakadabrą
świętej chwili.
Pantomimą wyrażonej publicznie najgłębszej tęsknoty.

Po pewnym czasie,
nieprawdopodobne powieki otwierają się,
skóra rozsuwa się,
a heroiczne oko budzi się i pozostaje czujne.
Po pewnym czasie, słowa spożywają miąższ i pozostawiają za sobą
niestrawną gorycz.
Emocjonalne zwłoki są porzucane,
jako nierozpuszczalny pierwiastek samotności.
Pozostałość po stanie oddzielenia
.

 
 
 
 
-------  -------
 
 
 
 
 
Z Tego Miejsca
 
Jej serce przemierzało
zapomniane pustynne równiny.
Wypalony słońcem ląd, pozbawiony chmur
i odgłosów wody.
Jeśliby słuchała uważnie
jej ręka mogłaby przywoływać
i sygnalizować swoje myśli na jej czole.
Lecz w tym miejscu
mogła ona jedynie wznieść swoje ręce ku niebu
niczym drzewo swe konary
a kwiat swe płatki.  
 
W tym zakurzonym basenie,
cisza nagromadziła się niczym dym
oczyszczając umysł łajdaka.
Tego, który nie wierzy myślom.
Plamy żółtych liści i białej kory
mogłyby być dostrzeżone jako skrywające się w basenach życia
otoczone iglicami czerwonych skał.    
Zgrupowane monumenty piaskowe utrzymywane były razem
przez jakąś inną formę życia.
Nie była pewna.  
Być może jedno życie jest tym samym co inne,
tyle że podjęte od odmiennej strony.
Wychwycone z pod-głębi
przez jakąś niewidoczną rękę, która ożywia
nawet najzimniejszy głaz z tego miejsca.
 
Uśmiech pojawił się i pozostał na jej twarzy
pijąc klarowne drogi słońca.
Mogłaby przebyć
milion mil przestrzeni w mgnieniu oka,
i przesłać okno swojego ciała
w bezchmurne niebo.
Po oceanie tym szybował coraz to bliżej jastrząb.
Obserwowała srebrny punkcik
krążący ponad jej głową, wczuwając się w jego oczy.
Czując wiatr złocący jej skrzydła
w najmiększej fałdzie czasu.
Drzewo sosny wysyła swe podniebne korzenie
głęboko w powietrze, aby wydzielać weń swoją słodycz.
Wniknęła,
szybując poprzez konary
do każdej igiełki w ich fabryce powietrza.
 
Dziwne to uczucie odczuwać przyciąganie ziemskie w locie,
lecz ona dobrze znała antagonizm
splendoru tego miejsca.
Wiedziała, że osadziło się głęboko,
zamieszkując niczym niezmywalny atrament
jej serce.
Pod skórą, mięśniami, kośćmi
wywalczyło wolną drogę.
Jakie szaleństwo ją odciąga?
Jakie marzenie jest silniejsze od tego?
Jakie serce bije czyściej?
 
Z tego miejsca,
jest tak trudno poznać kto jest gospodarzem
a kto gościem.
Kto jest witany z radością, a kto jak utrapienie.
Kto jest odnaleziony, a kto zagubiony.
Kto przynosi zysk, a kto koszta.
 
Skierowała swe prośby
do ludzi przestworzy, po czym czekała na obłok --
swój sygnał do odejścia.
Powinna powrócić do domu
zanim nastanie zmierzch i złote
oczy staną w obliczu czarnego kodu.
Jednym oddechem podtrzymywała starożytne drogi,
których nigdy nie porzuciła.
Odwracała je z wewnątrz na zewnątrz
i z zewnątrz do wewnątrz.
Powtarzała to raz po raz.
Czekając na swój sygnał z przestworzy.
Jeśli nie obłok...
to może przemykająca gwiazda.
(Poza tym, było już zbyt ciemno na obłok.)
 
Kiedy spadała pierwsza gwiazda, wstrzymała oddech
obawiając się, iż mogłaby przeoczyć jej spektralny lot.
Zastanawiała się z kim dzieliła
swoje finalne światło.
 
Czyje inne oczy wybierały się do nieba
w tej sekretnej chwili?
Czy był to także i ich sygnał do domu?
I co było tym, co odnaleźli
zakopane tak głęboko w szepcie światła,
a o czym nikt nie może powiedzieć?
 
Czekała z podniosłym błyskiem w oczach
aż spadnie więcej gwiazd,
aby delikatnie wymieść ją,
od magnesów tego miejsca.
Jeśliby wsłuchała się w swoją rękę
ta mogłaby nakreślić znak na piasku dla innych
znajdujących się na jej miejscu.
Mogłaby dotknąć lądu
w zaszczycie swego wdzięku i mądrości,
oraz stać się drzewem, skałą, jastrzębiem, lub kwiatem
.
 
 
 
 
-------  -------
 
 
 
 
 
Ciepła Obecność

Niegdyś nosiłem amulet
ochraniający przed kleszczami ludzkości.
Trzymał on na odległość falangę wilków
okrążających mnie niczym upiory Ogrójca.
Upiory, które nawet teraz
powtarzają swoją mantrę na podobieństwo echa muszli.
Przymilają się do mnie, zachęcając abym zmienił ścieżkę
i przyłączył się do ziemnego plemienia.
Zachęcają abym obnażył pełnię mego smutku
niczym nasiona topoli kanadyjskiej wystawione na wiatr.

Teraz wypatruję i nasłuchuję znaków.
Aby wyłonić samotne skoncentrowane spojrzenie w ambiwalencji
nakierowanej na ukazanie tego, co dotychczas było utrzymywane za zamknięciem.
Wszystko to zapisane jest w powłoce kabla
łączącego nas z Kulturą.
Pojedynczej, czarnej nici portretującej nas jako Boga.
DNA, które rozporządza naszym obrazem
i kieruje naszą selekcją naturalną ubrań.

Czy w ciemnym, złowieszczym grzmocie
istnieją migoczące szepty pieśni?
Czy za murem monotonnych chmur trzaskających miliardem młotów światła
naprawdę istnieje słońce?
Istnieją niewielkie, płaskie kły wydzielające jad.
Istnieje nienaruszone miłosierdzie
w oczach kata, którego ręce brną ku zabiciu.
Jednakże nie ma żadnego wytłumaczenia
dla świętych podglądaczy, którzy opłakują jedynie własnymi oczyma.
Gdy połączysz swoją dłoń i oko
oraz pozwolisz odejść upiorom
istnieje tylko jedna ścieżka do podążenia dalej.

Poemat ten jest cieniem mojego serca
a moje serce cieniem mojego umysłu,
który jest cieniem mojej duszy,
która jest cieniem Boga.
Bóg, cień nieznanego, niewyobrażalnego
klastra inteligencji, u której galaktyki
są komórką wszechświatowego ciała.
Czy cienie są ze sobą połączone?
Czy ten ogromny, nieznany klaster jest w stanie sięgnąć w ten poemat
i zestawić słowa, które powodują łączenie się w świętym centrum spajającym?
To jest powód, dla którego piszę.
Mimo, że nie mogę powiedzieć, że to centrum spajające zostało kiedykolwiek
odnalezione (przynajmniej przeze mnie).

Bardziej dostrzegalnym jest to, że jakaś niecna dłoń,
wyblakła od mroku, wychyla się i miota swój smutek.
Jakiś zubożony cień lub upiór
umieszcza moją dłoń w osamotnionej placówce
aby wyssać trochę niewłaściwie ulokowanej luminacji.
Upiór naciąga do wsłuchania się w podszeptywane przez niego pieśni.
Koordynuje on swoje działania z poszukującymi oczyma.
Zdziera skórę aby dostać się do delikatnego miąższu.
Spawa cienie w jeden.

Miałem sen, iż znalazłem żądanie okupu
napisane własnoręcznie przez Boga.
Napisane tak małymi literami, że ledwie
potrafiłem odczytać wiadomość, która mówiła:
„Mam twoją duszę, i jeśli nie dostarczysz --
w postaci krótkich, nie podpisanych poematów --
sumarycznego zestawienia twoich smutków, to już nigdy
nie zobaczysz jej żywej.”

Tak więc piszę je, a w tym czasie coś nieznanego zaczyna krążyć
wokół mnie, wyraźnie skupiając się na mojej dłoni, mimo że jest niewidoczne.
To kolejne upiory z Ogrójca, które czczą smutek na podobieństwo
profesjonalnych spowiedników zagubionych we własnym braku nadziei.
Mogę dosięgnąć słoneczniki o rozmiarach porównywalnych z promieniem księżyca,
lecz nie potrafię dosięgnąć sumarycznego zestawienia moich smutków.
Wyślizgują się mi one niczym iskrzące się gwiazdy, które każdej nocy
spadają za moim oknem.

Moja dusza zapewne jest nerwowa.
Żądanie okupu jest zbyt obszerne do spełnienia
nawet dla poety, który zgłębia czarną nić Kultury.

Wiele lat temu znalazłem
Odcisk -- niczym orzeł w śniegu -- pozostawiony w wysokiej trawie
przez jakieś zwierzę, być może jelenia lub niedźwiedzia.
Kiedy dotknąłem go, wyczułem ciepłą obecność życia,
nie chłodną radiację pozostawionego wgniecenia.
Ów ciepła energia utrzymuje się jedynie przez moment
ale kiedy ją dotknąć utrwala się już na zawsze.
I tego właśnie się lękam:
że sumaryczne zestawienie moich smutków utrwali się na zawsze
gdy je poruszyć, i mimo tego że moja dusza
powróci nieuszkodzona,
ja będę pamiętał chłodną radiację
zamiast ciepłą obecność życia.

Teraz zaczynam płakać kiedy słyszę śpiew dzieci
i staram się wyryć ich ciepłą obecność w moim sercu.
Teraz czuję się jak Bóg oddalony przez
źródło cieni.
Teraz czuję pociągnięcie cugli,
łamiące mnie niczym dzikiego konia uczynionego
raptownie uległym.

Nie potrafię walczyć z upiorami,
kontrolować ich, czy też odpędzić.
Szturchają mnie tak jakby strumień lawy powinien
przeć dalej na chłodne zimne powietrze
i nigdy nie męczyć się swym ruchem.
Nigdy nie zaprzestawać poszukiwania idealnego miejsca do stania się rzeźbą.
Anonimowym elementem składowym szarego krajobrazu.

Jeśli kiedykolwiek odnajdę sumaryczne zestawienie moich smutków
to mam nadzieję, iż będzie to w wieży na moście
gdzie mogę widzieć obydwie drogi
zanim je przekroczę.
Gdzie fałszerstwo mogę ujrzeć jako kruchy miraż
i zrzucić moje cugle.
Będę musiał stać się dziki kiedy stanę w tegoż obliczu.
Będę musiał spojrzeć w tegoż nienazwane światło i rozplątać
wszystkie zaplątane niczym papierowe lalki cienie
oraz powycinać je z multiwersu doświadczenia.
Następnie pozwolić im otoczyć mnie
i w jednobrzmiącym chórze
uznać ich boską manifestację, tak iż
będę mógł przekazać okup i upomnieć się o moją duszę.

Kiedy wszystkie moje smutki zbiorą się wokół mnie
w zamkniętym kręgu, będę spoglądał na nie z opuszczoną głową.
Za nimi czeka kolejny krąg,
jeszcze większy i dalece potężniejszy.
Jest to krąg ciepłej obecności życia
powstały, gdy smutki udały się
pod źródło cieni
i uległy transformacji niczym ospała poczwarka,
która przeradza się w mieniące się kolorami anioły
.

 
 
 
 
-------  -------
 
 
 
 
 

Otwarcie Kolejnego Umysłu

Płonął ogień, tam gdzie zebrał się dym
i niczym rzeki pozbawione grawitacji tańczył
w rytm bijących bębnów.

Niekiedy chciałem wejrzeć w głąb dymu
ale ten wzbierał i okrywał się
płaszczem tak nieprzeniknionym, iż mogłem jedynie stać i płakać.
Stał się on maską jego konsumpcji.
Snem jego nowego życia.
Zwycięską skórą zawsze przemieniającą się
pomimo faktu wieczności. 

Płonął ogień, wczorajszej nocy
oświadczając wieści nowego testamentu
spijające łzy, kłamstwa, nikczemne słowa, a nawet
głęboki strach jaki towarzyszy w pod-głębi renegatowi.

Zazwyczaj gdy mnie wzywa uchylam się na bok.
Jak dla mnie, pali się on zbyt zimno
jak zmiennokształtny zagubiony w ciele
pożeranym przez czas.
Czasami chciałem śnić go w jego pełnej okazałości
tryskałby płomieniami -- wibrujące słońce --
z trwałością przewyższającą grób.

W czasach ciszy
przemówiłby on niczym kodycyl jakiegoś czujnego snu,
którego słowa nie mogły pozostać w milczeniu.
"Nadszedł czas abyś podniósł swój wzrok
znad blasku ognia
i aktywował cienie rzucane przez twój własny ogień."
Słowa te powtarzałoby echo aż do ich zaniku
na podobieństwo gwiazd zanikających w fali budzącego się słońca.    

W płomieniach tych dostrzegam mój
właściwy i dopasowany ośrodek poboru mocy.
W dymie jaki go otacza
jestem zmagazynowany w oddali niczym krocie słoików
w schowku na miotły.
Czekając na ucieczkę.
Skłaniając moje stopy do sprzeciwienia się podłożu.
Usiłując dosięgnąć drzwi wewnątrz owych słoików
szczelnie zamkniętego powietrza.  

Historie wymykają się spod ręki pisarza
i nieugięcie towarzyszą mi jak gdybym samodzielnie utrzymywał ich stan czuwania.
Ich jak najprawdziwszą duszę.
Kiedy tak naprawdę historie te nigdy nie zostały opowiedziane.
Nigdy nie znalazły słów, które by je utrzymały
mimo że bezustannie tego próbują.

Ognie oślepiają naturę.
Pokładają swoje życie w jej śmierci.
Ale koniec zawsze jest początkiem
prowadzącym ku kolejnemu końcowi.
A sny o tym, co nieopowiedziane
zawsze zmierzają ku kolejnym ustom,
kolejnej dłoni,
ku otwarciu kolejnego umysłu.

Czasami przyglądam się wędrującej ekspresji nadziei,
i proszę ją o wniknięcie swymi płomieniami głębiej do mojego serca.
O rozpalenie klarownego odczuwania celu.
O wypalenie złudnych zapadlisk
i otulenie mnie w całun jej skóry z dymu.

Czasami otwieram się na owe płomienie
i zauważam jak one nasłuchują.
Konceptualizują mój świat.
Cała rzeczywistość zespala się wokół ich kunsztu
niczym szklana wieża pokrywająca stalową konstrukcję.

Czasami czuję jak płomienie przesyłają mi
słowa, nuty, dźwięki.
Zachwycające.
Twory niespotykane nigdzie indziej.
Drobniutkie tygle ziemi płonące tak jasno,
że aż oślepiają swym blaskiem fantazyjne stworzenia słońca.

I czasami, nawet bez specjalnego myślenia
zerkam w owe płomienie
gdy dym rozpływa się na chwilę.
Tam, poza maską,
jest moja przyszłość.
Nasza przyszłość.
Przyszłość.
Teraźniejszość w kolejnym świecie.
Wezwanie kolejnych ust,
kolejnej dłoni,
otwarcie kolejnego umysłu
.

 
 
 
 
-------  -------
 
 
 
 
 

O Świetlistych Rzeczach

  Jeśli chodzi o świetliste rzeczy
to mam tak niewielkie doświadczenie,
że aż częstokroć myślę o sobie jako o kimś mało istotnym.
Pomimo tego, kiedy myślę o tobie
i twych świetlistych ścieżkach
moja istota przepełnia się nadzieją i modlitwami,
abyś pozwoliła płomieniom rozpościerać się.
W miłości, jesteśmy odrywani od siebie
do oddzielnych światów
aby odnajdywać się raz po raz
tysiące razy tęskniąc za drugą połową.
Marząc o niczym innym jak tylko o Jedni pomiędzy nami.

Jeśli chodzi o świetliste rzeczy, to ani jednej nie przetrwoniłem
ale też ani jednej nie przygarnąłem do mojego serca, prosząc
aby się we mnie osadziła.
Jednakże, kiedy myślę o tobie, to pragnę tylko tego.
I jeśli obnażyłabyś swoją Jaźń i spojrzała na nią
to obserwując siebie, zobaczyłabyś mnie z pełną wyrazistością tego jaki jestem.
Nie jako kogoś, kto jest mało istotny i bezwartościowy.
Lecz, kogoś kto nie obawia się lęku.
Nie jako kogoś, kto jest nieokreślony jak pusta przestrzeń.
Ale jako kogoś świetlistego
niczym białe światło w obliczu pryzmatu.

W myślach mych trzymam twoje serce
wyłuskując je z tego co zbyteczne
dla samej esencji.
A kiedy już ją znajdę
to przygarnę ją do mego serca i poproszę
aby się we mnie osadziła.
Poznam świetliste rzeczy,
które pędzą poprze czas
przynosząc nam nieznane, niezgłębione
pragnienia, o których nigdy nawet nie wspominaliśmy.
Słowa uginają się podczas próby wyrażenia ich miana.
Jedynie miłość jest w stanie emitować ich tożsamość,
a ja jestem tak zupełnie bezbronny
na jej muzykę
.

 
 
 
 
-------  -------
 
 
 
 
 
Pieśń Wielorybów

Twój głos słyszany jest jeszcze długo po tym jak przemówił
niczym subtelne rozprzestrzenianie się ciepła nad posadzką pustyni.
Przyciąga on moje serce i czuję jak
zmierzam ku jego źródłu
tak jakbym wiedział, że zabierze ono mnie
tam gdzie ty zawsze jesteś.
Przyciąga on mnie blisko do twego oddechu -- wielorybiego otworu oddechowego,
gdzie zawierają się słowa domu.
Przyciąga on mnie do warstwy, która roztacza się
wokół twej duszy, którą tak chętnie się dzielisz.

Jeśli zanurkowałbyś pod wodę,
tam gdzie wieloryby śpiewają swe pieśni
w gromadę prądów głębinowych,
które niosą naszą odwagę wraz ze swym nurtem
kanalizując jej przepływ w wolności od ziemskich poziomów,
odnalazłbyś mnie tam.
Wsłuchującego się w głos, który słyszę w tobie.
Karmiącego me serce w wodach głębokiej ślepoty
gdzie prądy przepływają
świadome ciebie i twych duchowych ścieżek.

Czasami wsłuchuję się tak intensywnie,
iż słyszę twój miękki oddech formujący słowa
zanim jeszcze je utworzysz.
Zanim jesteś w stanie przenieść je
z głębokiej ślepoty do swojego serca.

Chciałbym móc ująć twą dłoń
i pozwolić jej trzymać me serce
tak abyś mógł ujrzeć to co wiem o tobie.
Tak abyś mógł wiedzieć
gdzie żyjemy, gdzie zawsze jesteśmy.
I żebyś mógł roztoczyć swą warstwę słów
wokół nas, a ja mógłbym po prostu wsłuchiwać się
w twój głos,
który darzy szacunkiem słowa
niczym pieśni wielorybów.

 

 

 
 
 
 
 

© 2017 WingMakers (PL)
Materiały WingMakers powielone za zgodą WingMakers LLC