Komora 5 - [Przewoźnicy Życia] -- [Następność] Drukuj

 

Przewoźnicy Życia
 
Przewoźnicy życia składają w pierwotnych wodach
gigantyczny embrion.
Ich potomkowie przerodzą się w ludzkiej populacji.
Kawałkach gliny
z szczątkowymi myślami lotu.
Wyperfekcjonizowanych sednach ukrytych pod mętnymi płaszczami,
unikających światła ospałej gwiazdy.
 
Na odległym pustkowiu, przewoźnicy życia
wyłaniają się i usadawiają
na ramionach zamierzchłych struktur skalnych.
Sygnalizują swoje pragnienie do lotu
lecz ich domy dopasowane są
pod wygody deszczu i ziemi.
Niebo musi poczekać.
(Uśmiech na twarzy ziemnego kompana.)
 
Kręgi ulegają pęknięciu.
Bariery przeciążeniu.
Przewoźnicy życia odczepiają swe starodawne zakotwiczenie
od punktu zaczepienia.
Skrzydła wyrastają niczym złociste włosy
żywo falujące swym naturalnym wdziękiem.
Postrzępione stopy są pozostawiane.
Ziemia zastąpiona tryskającym życiem niebem.
Grawitacja emanuje swym groźnym spojrzeniem
chcąc zatrzymać ich
swoimi stanowczymi dłońmi.
 
Opustoszałe klatki
pozostawiane są do zgnicia.
Do zatonięcia w pozbawionych podłoża przestworzach.
Ziemne twarze porzucają swe uśmiechy
i tracą woń świeżej ziemi.
Marzenie lotu
wdarło się pod posępne mury --
przewoźnicy życia przebili się
na drugą stronę.
Tam napotykają kolejny szczebel
niekończącej się drabiny,
lecz najpierw wymieniają swe skrzydła na oko mądrości.
 
 
 
 
Następność
 
Jedna skóra może skrywać następną,
pamiętam o tym z poematu, w którym
rozmiotałem ogień po polu martwoty.
Przynajmniej według mnie wydawało się ono martwe.
Czułem się jak oswobodziciel siły życiowej,
który przeradza na ponów poparzoną i umierającą trawę.
Właściwie to bardziej chwasty niż trawę,
niemniej jednak, flora była już martwa.
Złuszczyłem skórę świętym płomieniem
i sprowadziłem wszystko na ponów do czerni
jak gdybym wezwał nastanie nocy.
Z czerni wyłoni się nowa skóra
wznosząc zieloną architekturę z urodzajnej pustki.
 
Niczym płomienie rozprzestrzeniające swój nietykalny urok
ujrzałem twe oblicze rozprzestrzeniające się po moim umyśle.
Pamiętasz ogień, który trzymaliśmy?
Sądzę, że mógłby on odsłonić nową skórę
równie dobrze dla nas.
Będzie on zawsze wędrował w moim wnętrzu
niezależnie od wszelkich transformacji i poruszeń.
(Einstein śmieje się.)
 
Jedna osoba może skrywać następną,
lecz za tobą, miłość jest tym co zdejmuje skórę grubszą
niż jestem w stanie przeniknąć wzrokiem.
Żaden płomień nie potrafi dotknąć jej centrum.
Żadne oczy nie potrafią przeglądać jej pamięci.
Nie chcę już dłużej czekać na tego ciebie zza ciebie.
Sekundy upływają niczym dzieci rosnące
pomiędzy fotografiami.
Nie zapomnę cię w przemianach.
Zespolony z pamięcią tak precyzyjnie
potrafię rekonstruować twoją dłoń.
Potrafię wdychać twój słodki oddech.
Potrafię trwać w twych ramionach.
Potrafię słyszeć twój niezwykły głos
kalibrować życie z niebiańską precyzją.
 
Jeden cel może skrywać następny.
Usłyszałem to gdy ogień już przygasł
aby ukazać woń wilgotnej ziemi
i wzrastające pole istnień.
Mogłem poczuć moją miłość rozbieraną na części pierwsze
wracającą do niezamieszkałego królestwa,
do którego przynależy.
Królestwa, do którego przynależą wszystkie serca gdy
miłość zostanie zatracona, a kod stłumiania,
ściśnięty w tłukących pięściach,
ukazuje mądrość następności.
 

 

© 2017 WingMakers (PL)
Materiały WingMakers powielone za zgodą WingMakers LLC